- Do Warszawy z Elbląga pojechało nas troje – informuje Ewa Białkowska. – Zaproszono Helenę Pilejczyk, ikonę elbląskich panczenów, brązową medalistkę ZIO ze Squaw Valley sprzed 50 laty i mnie z mężem Ryszardem. Przyznam, że podczas śniadania u prezydenta, niewiele zjadłam, bo prawie przez cały czas miałam przyjemność rozmawiać z prezydentem i jego żoną. Po śniadaniu, w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego odbyła się Gala Olimpijska Vancouver 2010. Prezydent Lech Kaczyński wręczył ordery i odznaczenie medalistom Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver oraz ich trenerom, a także komentatorowi sportowemu zaangażowanemu w propagowanie idei olimpijskiej. Moje dziewczyny z brązowej drużyny: Katarzyna Bachleda-Curuś, Natalia Czerwonka, Katarzyna Woźniak i Luiza Złotowska zostały uhonorowane Krzyżami Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski przyznanymi za wybitne osiągnięcia sportowe. Otrzymałam identyczne wyróżnienie za wybitne zasługi dla rozwoju polskiego sportu i osiągnięcia w pracy szkoleniowej (fot. niżej). To ważne dla mnie wyróżnienie, bowiem w tym roku minęły 24 lata od chwili, gdy rozpoczęłam pracę trenerską z panczenistami w elbląskim Orle. Otrzymałam też miły prezent od prezesa NBP – kolekcję okolicznościowych monet wybitych z okazji olimpiady, a największą z nich jest moneta z łyżwiarkami szybkimi.
[fotoc]
Brązowy sukces drużyny w Vancouver jest największym moim dorobkiem szkoleniowym – stwierdza Ewa Białkowska. – Teraz wracam myślą do dni poprzedzających to wydarzenie. Zawodniczki dobrze przygotowane do olimpijskiego startu straciły poprzez tremę swoją wartość w konkurencjach indywidualnych. Szukałam rozwiązania, które zapewniłoby sukces w konkurencji drużynowej. Na trzy dni przed jej rozegraniem zdecydowałam po rozmowach motywacyjnych o zmianie w ustawieniu kolejności jazdy zawodniczek na prowadzeniu, taktyki rozegrania biegu i wyszło dobrze. Mamy olimpijski medal w łyżwiarstwie szybkim po 50 latach. Ten sukces zrekompensował straty jakie ponoszą moi bliscy – rodzina. Kadrę trenuję od czterech lat. Objęłam ją zaraz po ZIO w Turynie, a ta decyzja oznaczała w praktyce, każdego roku 240 dni poza domem, na zgrupowaniach, obozach, zawodach. Przyznam, że mam szczęście, bowiem mąż Ryszard sam pasjonuje się sportem, a 23 letnia córka Magdalena przyjmuje rozstania ze mną jako zło konieczne. Swoim najbliższym wyrażam największą wdzięczność za okazywaną wyrozumiałość. Po kanadyjskich igrzyskach słyszę wokół, że jeszcze powinnam poprowadzić kadrę zawodniczek do ZIO w Soczi. Tego, mimo próśb nie zadeklarowałam, ale jeszcze w tym roku z kadrą się nie rozstanę. Nie mam do czego wracać. Przykro mi, ale faktem jest, że w naszym mieście, kolebce polskiego łyżwiarstwa szybkiego, ta dyscyplina umiera. Szczycę się tym, że jestem elblążanką, ale nie mogę żyć tylko wspomnieniami o dawnej świetności elbląskich panczenów – dodaje trenerka
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter