Nostalgia w popkulturze. Dlaczego ciągle wracamy do starych seriali i zostajemy przy wieloletnich produkcjach?
Obecnie media przypominają swego rodzaju nieskończony szwedzki stół. W teorii na nim każdy powinien znaleźć coś dla siebie, co będzie jednocześnie cały czas świeże i ekscytujące. Mimo tego w rankingach oglądalności królują te produkcje, których lata świetności rzekomo mają już dawno za sobą. Nie brakuje na nich również tasiemców, które ciągną się od dziesiątek lat. Regularne powroty do tego, co już dobrze znamy to nie kwestia braku alternatywy, ale przede wszystkim głęboka potrzeba emocjonalna.
Nasze przywiązanie do już znanych historii i odpuszczanie tego, co nieznane, ma głębokie podłoże w psychologii i w sposobie, jak ludzki mózg przetwarza bodźce i radzi sobie ze stresem. Ponowne oglądanie opowieści o tych samych bohaterach nie wymaga od odbiorcy tak wysokiego kosztu poznawczego, jak nowa produkcja. W takim przypadku nie musimy na nowo analizować skomplikowanych intryg, domyślać się jakie były intencja postaci i nie przeżywamy ponownie lęku przed nieznanym zakończeniem. Już wiemy, kiedy nastąpi zwrot akcji, kto się z kim pokłóci, czy miłosne perypetie przetrwają. To prowadzi do braku zaskoczenia, jednak to wcale nie oznacza nudy. Przewidywalność działa na nasz układ nerwowy kojąco. Wycisza lęk przed nieznanym i daje poczucie kontroli, której tak często brakuje nam w codziennym życiu.
Co więcej, powrót do produkcji, które łączą się z czasami naszej młodości lub dzieciństwa, uruchamia procesy, które są pomostem między tym co się dzieje teraz, a nami z przeszłości. Oglądając seriale z tamtych okresów od razu przywołują na myśl, kim kiedyś byliśmy, co czuliśmy w trakcie oglądania, jak wyglądało nasze życie, nim weszliśmy w trudną dorosłość. Nostalgia działa tutaj jak emocjonalny wehikuł czasu, który pozwala uciec od obecnych problemów i zanurzyć się w przeszłości, za którą tęsknimy. W ten sposób popkultura jest narzędziem regulacji emocjonalnej, która pomaga nam budować ciągłość własnej tożsamości w ciągle zmieniającym się świecie.
Wieloletnie produkcje, które pojawiają się w tych samych dniach, o stałej porze w telewizji, opierają swój sukces w dużej mierze na unikalnej rutynie widza. Taki format przyzwyczaja odbiorcę do tego, że w określone dni o konkretnej godzinie przychodzi czas na włączenie telewizora i spędzenie czasu z ulubionymi bohaterami. Pora nadawania serialu wyznacza rytm popołudni czy wieczorów w wielu domach. W ten sposób w prosty sposób jednoczą się rodziny, mając wspólny, stały punkt odniesienia w ciągu dnia. Doskonałym przykładem takiego zjawiska jest kultowy polski serial “M jak miłość”. Ten od ponad dwudziestu pięciu lat ściąga kolejne pokolenia Polaków wieczorem przed telewizory.
Niezachwiana powtarzalność w widywanych przez widza postaciach sprawia, że fikcyjni bohaterowie zaczynają być traktowani przez publiczność niemalże jak dalecy krewni. Przez to każdy ich ruch i losy śledzone są z autentycznym zaangażowaniem emocjonalnym. Widzowie wraz z serialowymi postaciami wspólnie dorastają, starzeją się, przechodzą przez te same etapy w życiu, co tworzy pewną więź. Co więcej, z czasem oglądania serialu, czytania streszczeń i zapowiedzi na stronach takich jak np. swiatseriali.interia.pl, już wiemy czego spodziewać się po bohaterach. To daje niesamowity komfort psychiczny i poczucie kontroli nad tym, co będzie się działo.
Mimo tego, że świat i wytwórnie obecnie nastawione są na wypuszczanie wielu nowych produkcji, to nie ma co ukrywać, że wykorzystywanie nostalgii to dla wielkich korporacji bardzo opłacalna strategia biznesowa. Nie da się nie zauważyć, że twórcy nawet po kilkunastu latach potrafią wracać do tytułów uwielbianych przez widownię. Tworzą następne części, kontynuacje historii, opowieści o dzieciach bohaterów sprzed lat. Zakup praw do emisji sprzed lat gwarantuje stabilną oglądalność, a jednocześnie twórcy nie ponoszą dużego ryzyka finansowego. Ten schemat sprawdza się za każdym razem, nawet jeśli powrót po latach zostanie ogłoszony “klapą”.
Na nostalgii zyskują jednocześnie serwisy VOD, na których dostępne są kultowe i uwielbiane seriale sprzed lat. Właściciele platform doskonale wiedzą, że użytkownicy nieprędko zrezygnują z subskrypcji, jeśli w ofercie znajduje się ulubiony serialowy pocieszacz na gorsze momenty. To właśnie sprawia, że to wcale nie nowe, a stare produkcje stają się cichym, ale stabilnym fundamentem dla gigantów rozrywki.
Efekt jest prosty. Co roku widzowie zalewani są niekończącą się falą remake’ów, sequeli, prequeli, odtwarzania bajek w wersji live-action. Producenci doskonale zdają sobie sprawę, że najłatwiej przyciągną zmęczonych i rozczarowanych nowościami odbiorców przez to, co już znają. Liczby nie kłamią i powroty do przeszłości sprzedają się najlepiej i żadna krytyka o wtórności i braku odwagi tego nie zmienią.