Już przed godziną 8:00 na Bulwarze Zygmunta Augusta w Elblągu można było spotkać pierwszych sportowców. Ktoś robił rozgrzewkę, ktoś wprowadzał sprzęt do strefy zmian, a ktoś inny debatował z kolegą o nadchodzącej rywalizacji. Po dwóch dniach zmagań zawodowców przyszedł czas na amatorów triathlonu, którzy rywalizują w zawodach z cyklu Garmin Triathlon Tour. O 8:30 do wody wskoczyli pierwsi zawodnicy, by zmierzyć się z wymagającą „połówką” Ironmana.
Na trasę wyruszyło 71 zawodników. Do pokonania mieli 1,9 km pływania w rzece Elbląg, 90 km jazdy na rowerze (4 pętle po 22,5 km) oraz 21,1 km biegu (również 4 pętle).
– W moim przypadku najtrudniejszy jest etap biegowy. Pływanie na ogół zaliczam spokojnie, na rowerze jest już trochę gorzej, ale wciąż mam zapas sił. Na etapie biegowym trzeba się pilnować: odzywa się zmęczenie, a do tego dochodzi bezpośrednia rywalizacja z rywalami – mówił Marcin Konecki z Olsztyna, dla którego nie jest to pierwszy występ na tym dystansie. – Jeżeli ktoś chce zadebiutować na „połówce”, uważam, że pół roku intensywnych treningów wystarczy. Zalecałbym jednak zacząć od krótszych dystansów: 1/8 i 1/4, a dopiero później przeskoczyć na 1/2.
– Polecam wcześniej wziąć udział na przykład w półmaratonie lub maratonie. To pozwala sprawdzić, jak zachowa się nasz organizm w czasie kryzysu – dodał Adam Łukaszewicz ze Szczecina, dla którego dzisiejszy wyścig był debiutem na dystansie 1/2 Ironmana. – Dobrze jest też zacząć od jednej dyscypliny, na przykład od biegania, a potem stopniowo dokładać rower i pływanie.
Dlaczego amatorzy decydują się na tak długi i wyczerpujący wysiłek?
– To uzależnia. Na mecie każdych zawodów już myślę o następnych – zdradza Marcin Konecki. – 1/2 Ironmana to mój ulubiony dystans. Przygotowuję się też do pełnego Ironmana, w którym wystartuję za miesiąc. Dzisiejszy występ traktuję jako przetarcie.
– To po prostu hobby. Najpierw zacząłem biegać, potem jeździć na rowerze, a na końcu dołożyłem pływanie. I tak wyszedł triathlon – uzupełnił Adam Łukaszewicz. – Startowałem już na krótszych trasach. Jestem dobrze przygotowany, warunki pogodowe też nam sprzyjają. Najważniejsze, żeby do końca nie stracić koncentracji i wytrzymać ten wyścig mentalnie.
W ubiegłym roku Andrzej Świderski wygrał 1/2 elbląskiego Ironmana w czasie 4:17,22 godziny. Jak będzie w tym roku? Wyniki poznamy po południu.
Kto nie czuje się na siłach, by zmierzyć się z najdłuższym dystansem, może rozpocząć swoją przygodę od 1/8 (475 m pływania, 22,5 km roweru i 5,275 km biegu) lub 1/4 Ironmana (950 m pływania, 45 km roweru i 10,55 km biegu). To krótsze trasy, ale wymagają równie żelaznej kondycji.
Niespełna godziny (58:06 min) potrzebował Karol Janicki z Gostynia na ukończenie trasy 1/8 Ironmana. Był to jedyny zawodnik, który dzisiaj (2 sierpnia) złamał barierę godziny. Pokonanie etapu pływackiego zajęło mu 6:13 min – plasował się wtedy na drugiej pozycji, za Tymoteuszem Dawcem z Krakowa. Dzięki dobrej jeździe na rowerze (31:05 minuty) wypracował sobie jednak dużą przewagę i podczas etapu biegowego (18:21 minuty) kontrolował sytuację, wbiegając na metę z kilkudziesięciometrową przewagą. Drugi na mecie Krzysztof Adrjanowski stracił do niego 1:59 minuty, a trzeci – Mateusz Majak – 2:55 minuty.
– Doskonałe zawody, za rok też tu wrócę! – mówił Karol Janicki na mecie. – Trasa kolarska była bardzo przyjemna, pozwalająca na szybką jazdę. Pocisnąłem na rowerze. Na etapie biegowym już wiedziałem, że mam przewagę, więc biegłem swoje. Plan był taki, by pobiec spokojnie i utrzymać pierwsze miejsce. Udało się przy tym poprawić czas z ubiegłego roku, więc jestem bardzo zadowolony. Lubię tu wracać.
Wśród pań na dystansie 1/8 triumfowała Paulina Majos z czasem 1:06:18 godz., wyprzedzając Agnieszkę Kropiewnicką i Karolinę Zamarripę.

Sprawdź pełne i dokładne wyniki zawodów w Elblągu,