Na sobotnim meczu Realu z Fiorentiną na Stadionie Narodowym w Warszawie był prawie komplet widzów, miliony kibiców oglądały historyczny występ Realu w Polsce przed telewizorami. W 75 minucie uwagę wszystkich przykuł piłkarz, który nagle pojawił się na murawie. Ubrany w barwy Realu, z numerem 7 na koszulce, wykorzystał zamieszanie przy przeprowadzaniu zmian i wbiegł w pole karne. Podszedł do Karima Benzemy, poklepał go po plecach, po czym spokojnie czekał na wznowienie gry. Sędzia zorientował się po chwili, ochrona w ogóle nie reagowała. To oczywiście nie był Ronaldo, jak się okazuje - to kibic z Elbląga, który w ten sposób chciał mieć swoje pięć minut sławy.
- Pojechaliśmy na mecz Realu w osiem osób. Ja siedziałem w 27 rzędzie, on w 29. W którymś momencie zszedł na dół do barierek, a potem wbiegł na murawę. Nigdy wcześniej tego nie robił - opowiada kolega elbląskiego kibica.
Z kibicem z Elbląga nie można się skontaktować, bo po swoim show został zatrzymany przez ochronę, a następnie przez policję. Czeka na wypuszczenie z aresztu. Wbiegnięcie na murawę podczas meczu, mimo że to było spotkanie pokazowe, może go teraz drogo kosztować.
RG
Od redakcji: Informacja o wydarzeniach na stadionie w Warszawie nie ma na celu w żadnym razie propagowania tego typu zachowań. Przypominamy, że zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie imprez masowych za wtargnięcie na teren, na którym rozgrywane są zawody sportowe, grozi kara grzywny, ograniczenia albo pozbawienia wolności do lat 3. Przypominamy też, że sądy surowo karzą za takie zachowania.
Rafał Gruchalski