I wspieraliśmy kształtując od początku w dzieciach sportowe nawyki i dyscyplinę – kontynuuje Zbigniew Marszycki. – Judocy na macie walczą, a nie biją się, jak uważają niektórzy. Każdemu pojedynkowi towarzyszy ceremoniał, ukłony, szacunek dla przeciwnika, a walka też przebiega według ściśle określonych przepisów. Osobiście miałem podobne doświadczenia. Kiedy przed laty przyjechałem na stałe do Elbląga z Koszalina i moje dzieci zaczęły dorastać, chciałem im znaleźć odpowiednie, dodatkowe zajęcie. Wybraliśmy judo, dzieci trenowały, a ja włączyłem się do społecznej pracy w klubie. Przez 12 lat judo trenował mój syn Tomasz, dziś student prawa w Szczecinie. Były liczne starty w turniejach, awans do szestnastki finalistów Pucharu Polski juniorów młodszych, udział w mistrzostwach Polski juniorów, a przy tym kształtowanie charakteru młodego człowieka. Dziś to opanowany mężczyzna z zasadami, z którym nigdy nie było problemów wychowawczych i z nauką. Starszy syn Łukasz też uprawiał sport. Poprzez karate doszedł do walk w mało znanej w Elblągu sztuce walk kalaki. W wielkim skrócie wyjaśnię, że kalaki to współczesny system walki oparty na przekazach o starożytnej filipińskiej sztuce walki. Swój początek wiąże z Negrytami - pierwotnymi mieszkańcami Filipin, którzy pojawili się na tym górzystym archipelagu przed 25 tys. lat. Łukasz uprawiał ten sport studiując w Warszawie i przez trzy lata był reprezentantem Polski na turniejach zagranicznych. Dziś pracuje w Wielkiej Brytanii.
Mając dobre doświadczenia, na swoim rodzicielskim przykładzie mogę szczerze zachęcać rodziców, by swoje pociechy zapisywali do klubów sportowych. Sport kształtuje charakter, uczy obowiązkowości, szacunku i wpływa na rozwój fizyczny młodzieży. A młodzież przesiadująca dziś najczęściej przed komputerem lub telewizorem nigdy nie pozna innych cennych wartości, z którymi łatwiej wejść w dorosłe życie – podkreśla Zbigniew Marszycki.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter