To była pierwsza walka, w której Bonin bronił zdobytego we wrześniu w Łodzi pasa międzynarodowego mistrza Polski. Pojedynek Bonina i Vujcica został zaplanowany jako walka wieczoru podczas gali w Koninie. Kibice jednak wiele podczas tej walki nie zobaczyli. Bonin jeszcze dobrze się nie rozgrzał, a jego rywal już w pierwszej rundzie z najwyższym trudem utrzymywał się na nogach. Kilkakrotnie po ciosach zawisł na linach.
- Taktyka była taka, że najpierw mam go osłabić uderzeniami na korpus, a potem dopiero bić w twarz - opowiada Tomasz Bonin.
W ostatnich sekundach pierwszej rundy Jugosłowianin po dwóch lewych prostych Bonina poleciał znowu na liny. Bonin doskoczył do niego, ale sędzia przerwał walkę. Początek drugiej rundy nie zapowiadał nokautu. Jugosłowianin był przestraszony, uderzał mało i za słabo, aby wyrządzić Boninowi jakąś krzywdę. Za to elblążanin co chwilę męczył rywala ciosami na korpus.
- Jeden z sędziów powiedział mi, że nigdy nie widział tak silnych ciosów na korpus - opowiada Bonin.
Nieoczekiwane rozstrzygnięcie walki nastąpiło na półtorej minuty przed końcem drugiej rundy. Bonin zaczął akcję od ciosu na korpus. Po nich Jugosłowianin siadł na deski i Bonin jeszcze zdążył zadać dwa ciosy, po których sędzia przerwał walkę.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter