Bartosz Iwan strzela zwycięską bramkę dla Olimpii (fot.WS)
Pierwszy mecz rundy wiosennej dla Olimpii. Żółto-biało-niebiescy w spotkaniu 18. kolejki I ligi pokonali w Elblągu Górnika Łęczna 1:0. To drugie zwycięstwo elblążan w obecnym sezonie. Gola na wagę trzech punktów zdobył Bartosz Iwan w 66. minucie spotkania. Zobacz zdjęcia z meczu.
Skromna grupa najwierniejszych kibiców Olimpii była w sobotę świadkiem drugiego zwycięstwa elblążan na zapleczu ekstraklasy w sezonie 2011/12. Żółto-biało-niebiescy po bardzo zaciętym, aczkolwiek nie stojącym na wysokim poziomie meczu, zasłużenie sięgnęli po trzy punkty. Mecz Olimpii z zespołem z Łęcznej był de facto pierwszym spotkaniem rundy rewanżowej, gdyż Polski Związek Piłki Nożnej zadecydował, że jeszcze jesienią rozegrane zostaną awansem trzy kolejki rundy wiosennej. Wobec tego należy stwierdzić, że Olimpia bardzo udanie, od zgarnięcia kompletu punktów, rozpoczęła nową rundę. W 2011 roku elblążanie będą mieli jeszcze dwie okazje na odniesienie zwycięstw, bo na Agrykola 8 zawitają pierwszoligowcy z Katowic (sobota 12 listopada, godz. 13:00) i Bydgoszczy (sobota 20 listopada, godz. 13:00).
Ważne zwycięstwo, styl nieistotny Od początku meczu gospodarze sprawiali wrażenie niesamowicie zmotywowanych i zdeterminowanych w dążeniu do celu, jakim miało być pierwsze zwycięstwo pod wodzą trenera Anatolija Piskowca. Ukraiński szkoleniowiec od początku swojej pracy w Elblągu postanowił zmodyfikować taktykę i ustawienie na boisku, więc Olimpia już w meczu z Dolcanem Ząbki zagrała z trójką centralnych obrońców, a nie jak wcześniej w systemie 4-4-2. O ile w dwóch poprzednich meczach to ustawienie sprawiało jeszcze sporo kłopotów zawodnikom, o czym świadczą stracone gole, o tyle w grze z Łęczna wreszcie zafunkcjonowało jak należy, bo gospodarze nie popełnili przez całe spotkanie w zasadzie ani jednego błędu w obronie. Ten fakt w zestawieniu z mądrą grą w przodzie i odpowiednim zaangażowaniem przyniósł sukces w postaci trzech punktów. Dla piłkarzy w białych trykotach nie było w sobotę straconych piłek, walczyli na całej długości i szerokości boiska. Na koniec czekała ich nagroda w postaci drugiego w sezonie kompletu punktów, który udało się wyszarpać podopiecznym Piotra Rzepki.
Zlekceważyli Olimpię? Łęcznianie przed meczem z Olimpią mieli aż 17 punktów przewagi nad elblążanami i być może ten fakt nieco uśpił zespół z Lubelszczyzny. Goście od początku meczu sprawiali wrażenie ekipy, która zbytnio nie zamierza się przemęczać i będzie chciała sięgnąć po trzy punkty w bardzo ekonomicznym stylu, bez większego angażowania się w boiskowe wydarzenia. Taka taktyka przeciw zmotywowanej Olimpii musiała zakończyć się bolesną porażką. Chłopiec do bicia, z którym do niedawna wygrywał praktycznie każdy kto chciał, powiesił gościom w sobotę poprzeczkę bardzo wysoko, po końcowym gwizdku okazało się, że za wysoko. Przyjezdni praktycznie przez całe spotkanie poważniej nie zagrozili bramce Olimpii, nie licząc sytuacji z 90. minuty meczu, kiedy to piłka zatrzymała się na poprzeczce elbląskiej bramki po uderzeniu z rzutu wolnego. Olimpia też jakoś specjalnie często nie zagrażała bramce gości, nie stworzyła wielu okazji bramkowych, ale w sobotę wystarczył ten jeden raz, kiedy w 66. minucie instynktem strzeleckim błysnął Iwan, który pomimo asysty aż 7 graczy gości i rozpaczliwej interwencji stojącego przy słupku Michała Zubera, wpakował głową piłkę do siatki. Tymczasem „górnicy” poza wspomnianą poprzeczką nie mieli ani jednej klarownej sytuacji. Kompletnie nie pograł sobie najlepszy strzelec łęcznian Brazylijczyk Nildo (wspólnie z Jakubem Świerczokiem z Polonii Bytom najlepszy snajper ligi – przyp. red.), którego wyłączył z gry Mykola Dremluk. Wreszcie swoje niemałe umiejętności w pełnej krasie zaprezentował asystent przy golu Iwana, Mariusz Muszalik, który zanotował chyba swój najlepszy mecz w barwach Olimpii. W zasadzie cały zespół gospodarzy zasłużył na pochwałę, bo nikt nie oszczędzał się, nawet wprowadzeni na plac gry zmiennicy dali z siebie wszystko i nic dziwnego, że po końcowym gwizdku cała drużyna odtańczyła na środku boiska szalony taniec radości. To bardzo ważne zwycięstwo dla elbląskiego pierwszoligowca, które podtrzymuje wiarę w sens walki nad utrzymaniem. Nie ma tu znaczenia fakt, że inne ekipy z dołu tabeli zwyciężyły w swoich spotkaniach, bo Olimpia nie straciła kontaktu z resztą stawki i być może będzie to miało kapitalne znaczenie dla morale zespołu przed dwoma ostatnimi meczami w tym roku – z GKS Katowice i Zawiszą Bydgoszcz.
Dwa słowa o arbitrze. Będzie protest? Zdecydowanie najsłabszym aktorem sobotniego meczu był prowadzący zawody rozjemca Michał Zając z Sosnowca. Sędzia przed meczem specjalnie poprosił spikera zawodów, by ten wyraźnie zaznaczył, że choć arbiter reprezentuje Śląski Związek Piłki Nożnej, to pochodzi z Sosnowca. Tymczasem swoją postawą w trakcie zawodów zdecydowanie nie przyniósł chwały ani rodzinnemu miastu, ani jego mieszkańcom, w tym kibicom miejscowego Zagłębia, którzy są zaprzyjaźnieni z fanami Olimpii. Przez cały mecz bardzo często się mylił, a apogeum jego błędów miało miejsce w ostatnim kwadransie gry, przy prowadzeniu Olimpii. Najpierw wyrzucił bezpodstawnie z boiska Lubomira Lubenowa, który sposobił się wykonania podyktowanego przez sędziego rzutu wolnego dla Olimpii, potem pokazał czerwoną kartkę Sławomirowi Szaremu, ale po chwili zdecydował, że obrońca Olimpii jednak nie zasłużył na tak surową karę. Sędzia zmienił decyzję, pokazując doświadczonemu defensorowi Olimpii ostatecznie żółtą kartkę. Jakby tego było mało w końcówce nie wyrzucił z boiska za brutalny faul wyprostowaną nogą Jacka Kusiaka, a na sam koniec doliczył do meczu aż 4 minuty, choć tak naprawdę w drugiej połowie nie było zbyt wielu przerw. Z czterech minut zrobiło się nawet sześć, ale Olimpia nie dała sobie wydrzeć trzech punktów. Sprawa drugiej kartki dla bułgarskiego pomocnika Olimpii będzie miała prawdopodobnie swój dalszy ciąg, bo elblążanie rozważają możliwość odwołania się od tej kartki. – Jeszcze raz na spokojnie przeanalizujemy nagrany materiał i zdecydujemy, czy poprosimy związek o anulowanie tej kary. Naszym zdaniem sędzia przyznał rzut wolny Olimpii, Lubenow próbował złapać piłkę, by wykonać ten stały fragment gry, ale zawodnik gości był szybszy, jako pierwszy kopnął piłkę i nie wiadomo dlaczego sędzia zmienił decyzję, a po chwili pokazał naszemu zawodnikowi drugi w meczu żółty kartonik. Uważam, że w tym momencie zostaliśmy skrzywdzeni przez pana Zająca – powiedział krótko po meczu wiceprezes Olimpii Bartłomiej Piór.
„Szczęśliwa” ławka rezerwowych? Przed sobotnim meczem kibicom w oczy rzuciła się przede wszystkim jedna rzecz. Chyba po raz pierwszy w historii gospodarze zasiedli na ławce rezerwowych, która znajduje się na lewo od wejścia na boisko. Dotychczas na tej ławce zasiadały zespoły gości, ale w meczu z Łęczną nastąpiła zmiana, zapewne już na stałe. – To decyzja trenera Piskowca. Jak widać jak najbardziej słuszna. Do tej pory większość zespołów zasiadająca na tej ławce wzbogacała się przy Agrykola w trzy punkty. Dziś usiedliśmy tam my i też mamy trzy oczka. Trenera wiedział co robi – śmiał się po meczu menager klubu Robert Pilecki.
Gratulacje za wygraną, która chyba była kosekwencją nowej taktyki trenera. Sędziego głównego powiniem PZPN skreślić z listy sędziów. Rzadko dzisiaj widzi się takich słabych sędziów.