Zawodniczki Startu dość długo wchodziły w mecz i pierwszą bramkę rzuciły dopiero w 4. minucie spotkania. Rywalki chciały pokrzyżować plany i założenia Andrzeja Niewrzawy, wyłączając z rozegrania Sylwię Lisewską. Gdy w końcu elblążanki uporządkowały swoją grę, nie pozostawiły złudzeń, która drużyna jest lepsza. Od stanu 3:6 rzuciły pięć bramek z rzędu, co nieco uspokoiło zaniepokojonych kibiców. - Wyłączenie zawodniczki zawsze trochę dezorganizuje grę i po to właśnie zrobił to trener Piotrcovii - powiedział Andrzej Niewrzawa. - Zanim wszystko zaczęło się układać minęło parę minut i z 3:6 wyszliśmy na 8:6. Przy takiej obronie gra się dziwnie, ale to jest prawo rywala, który gra tak, żeby jemu było dobrze. My musimy się wtedy odnaleźć. Zawsze powtarzam, że jak nie idzie nam w ataku, to skupiamy się na obronie. Ważne jest to, że kto by się nie pojawił na boisku, to wniósł coś do gry i sukcesywnie powiększaliśmy przewagę. Mamy czwarte miejsce na koniec rundy zasadniczej, chyba że Zagłębie sprawi nam niespodziankę i awansujemy na trzecie. Nie kalkulujemy z kim będziemy grać w play-offach, bo ktokolwiek by to był, to musimy dobrze zagrać i wszystko zależy od nas - zakończył trener EKS. Najwięcej bramek w elbląskiej ekipie rzuciła rozgrywająca Sylwia Lisewska, mimo że praktycznie przez cały mecz była pilnowana przez Andele Ivanović - Piotrkowianki mnie wyłączały z rozegrania i na parkiecie tylko byłam. Gra się wtedy tragicznie, bo nie można się pokazać z żadnej strony, stoi się na środku boiska i nie można rozwinąć skrzydeł. Koleżanki wywalczyły tyle karnych, bo były luki w obronie i można było wchodzić między zawodniczki. Cieszę się, że mogłam egzekwować karne i celnie rzucać, ale to zasługa koleżanek - podsumowała Sylwia Lisewska. Kołowa Aleksandra Dankowska, która niegdyś reprezentowała barwy naszego wczorajszego gościa nie zakładała innego rozwiązania niż komplet punktów - W Piotrcovii gra mnóstwo moich byłych koleżanek z drużyny. Przed meczem wiedziałyśmy, że Piotrków to kolektyw i cały zespół pracuje na to, żeby zdobywać bramki. Jedną z liderek jest nasza była koleżanka z zespołu Edyta Szymańska, która ma sporo doświadczenia i cwaniactwa boiskowego. Rywalki nie rzuciły na dużo bramek z szybkiego wznowienia, bo wiedziałyśmy że tak grają. My również chciałyśmy zagrać szybko od środka i myślę, że udało nam się przeprowadzić parę fajnych akcji - zakończyła Aleksandra Dankowska. Wspomniana przez naszą obrotową Edyta Szymańska nie może zaliczyć powrotu do Elbląga za udany - Do 40 minuty jakoś się trzymałyśmy. Potem oddawałyśmy dość proste rzuty, bramkarka mogła je odbić, a dziewczyny ze Startu pociągnęły kontry i odskoczyły nam na parę trafień. Później już ciężko było nam to odrobić. Nasza obrona też w pewnym momencie trochę siadła, bramkarki nie pobroniły, a pod koniec nie radziłyśmy sobie z kołem - podsumowała występ swojej obecnej drużyny Edyta Szymańska.
Start na chwilę obecną zajmuje trzecie miejsce w ligowej tabeli. W weekend zostaną rozegrane pozostałe mecze 21. kolejki PGNiG Superligi kobiet i najprawdopodobniej EKS znów znajdzie się tuż za podium. Wiadomo już, że czwartego miejsca naszej drużynie nikt nie odbierze, nawet gdyby w Gdańsku elblążankom się nie powiodło. Dziś sztab trenerski myśli jednak o tureckim przeciwniku. Jutro zespół wylatuje do Izmiru, by w sobotę powalczyć o awans do półfinałów Challege Cup. Jeżeli elblążanki zwyciężą lub obronią czterobramkową zaliczkę, to ich kolejnym przeciwnikiem będzie Rocasa Gran Canaria ACE.
Patronem medialnym Startu jest Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl