Na mistrzostwach, których pełna nazwa to II Motoparalotniowe Slalomowe Mistrzostwa Świata w Legnicy, mają się pojawić zawodnicy z Hiszpanii, Francji, Litwy czy Austrii. Będą również reprezentanci USA, Brazylii, a nawet Kataru – razem 80 pilotów z 40 krajów.
Poprzednie mistrzostwa, które rozegrano dwa lata temu na francuskim lotnisku Aspres sur Buech, dla reprezentacji Polski były szczęśliwe.
- Na ostatnich mistrzostwach świata Polacy zdobyli wszystkie złote medale, które były możliwe do zdobycia, indywidualnie i drużynowo –
mówił w rozmowie z portEl.pl Jacek Ciszkowski, jak dotąd jedyny elblążanin w tej kadrze narodowej.
Jak wyglądają takie mistrzostwa?
Zawodnicy muszą jak najszybciej pokonać trasę wyznaczoną pomiędzy 12 – metrowymi pylonami (w tym przypadku są to "słupy" napełnione powietrzem), ustawionymi w kwadracie o rozmiarze 80x80 metrów. Trasy są różne, mogą przebiegać między dwoma, trzema, czterema albo pięcioma pylonami, które trzeba ominąć w odpowiedniej kolejności. Motoparalotniarz na zakrętach leci pod kątem od 80 do 120 stopni, czasami jest kilka centymetrów nad ziemią, a czasami kilkanaście metrów.
Zawodnicy mogą przećwiczyć kombinacje (razem jest ich ok. 140), ale o tym, jaką będą wykonywać podczas zawodów dowiadują się 15 minut przed startem. Wygrywają ci, którzy wszystkie zadania zrobią najszybciej.
fot. nadesłane, arch. portEl.pl
Uczestnicy startują w czterech klasach, ale to PF 1, czyli taka, gdzie zawodnik startuje z nóg i leci sam, uważana jest za najbardziej prestiżową.
I to właśnie w tej klasie startuje Jacek Ciszkowski, który na co dzień jest żołnierzem 2. elbląskiego dywizjonu przeciwlotniczego. Lata od ośmiu lat, trzy lata temu dostał zaproszenie do kadry narodowej. W ubiegłym roku zadebiutował w roli organizatora elbląskiej edycji zawodów Polskiej Ligi Motoparalotniowej.
Panu Jackowi i reszcie kadry życzymy powodzenia!