Zawsze chciałem zbudować coś wielkiego (Elblążanie z pasją, odcinek 38)

14
03.05.2015
Zawsze chciałem zbudować coś wielkiego (Elblążanie z pasją, odcinek 38)
Marcin Bogiel - jego miłościa są komputery (fot. WS)
Zanim zasiadł przed monitorem komputera, namiętnie tworzył konstrukcje z klocków lego. Rósł, a wraz z nim rozwijały się jego architektoniczne zapędy. Z biegiem lat zmienił nie tylko budulec, ale i rodzaj wznoszonych przez siebie konstrukcji - dzisiaj Marcin Bogiel rozbudowuje oprogramowania i komputerowe gry.
To była miłość od pierwszego wejrzenia. Migoczący monitor wciągał, stukot klawiatury łagodził obyczaje, a ożywiony ciąg liter na ekranie sprawiał, że przed komputerem mógł spędzać długie godziny. Nowe technologie, podobnie, jak konstrukcje z klocków lego, od zawsze i niezmiennie pasjonowały Marcina Bogiela, dlatego naturalną koleją rzeczy podjął decyzję o rozpoczęciu nauki w Zespole Szkół Techniczno-Informatycznych. Nie miał też wątpliwości, gdy wśród wielu kierunków studiów oferowanych przez elbląską PWSZ wybierał informatykę.
   Ambasadorami najbardziej rozpoznawalnych firm mogą zostać tylko pasjonaci - przedstawicielem Microsoftu w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej stał się nie kto inny, jak Marcin Bogiel. Pełniąc swoją funkcję elblążanin opowiada studentom o nowoczesnych rozwiązaniach firmy, uczy ich tworzenia oprogramowań, a przy okazji robi to, co kocha najbardziej - „buduje” gry.
   
   - Mówiąc o początkach Pana pasji trzeba cofnąć się jakieś 20 lat wstecz. Pierwszy komputer?
   - Dokładnej sytuacji nie pamiętam, ale wiem, że pierwszy komputer, z którym miałem do czynienia był w pracy mojego taty. Miałem może wtedy jakieś 4-5 lat, w każdym razie chodziłem jeszcze do przedszkola. Komputer był wyposażony w system DOS; na ekranie wyświetlał się tylko ciąg tekstu, nie było żadnych gier. Ja bawiłem się w ten sposób, że wklepywałem ciąg znaków z klawiatury, naciskałem klawisz Enter i otrzymywałem komunikat o błędzie, którego jeszcze nie potrafiłem przeczytać. To był dla mnie taki interaktywny telewizor. Swój pierwszy komputer otrzymałem w wieku 9 lat.
   
   - Ten komputer na pewno dobrze Pan pamięta....

   - Zgadza się. System operacyjny to był Windows Millenium. Oczywiście komputer miał służyć do nauki, ale ja przede wszystkim na nim grałem. Dopiero w gimnazjum zaczęły mnie interesować inne, bardziej ambitne zastosowania komputera. Wszystko zaczęło się, gdy pewnego razu mój tata wrócił z jakiegoś szkolenia i przyniósł ze sobą książkę do tworzenia stron internetowych. Możliwość zbudowania czegoś własnego wydała mi się niezwykle interesująca... i tak zacząłem pochłaniać kolejne rozdziały, krok po kroku uczyłem się podstaw technologii webowych. Moja pierwsza strona dotyczyła mnie i moich zainteresowań, nie miałem nawet zamiaru jej publikować, po prostu chciałem mieć jakiś materiał do ćwiczeń. Jeżeli czegoś nie wiedziałem, to dopytywałem na informatyce.
   
   - Pan na lekcjach informatyki więcej grał czy się uczył?
   - Jedno i drugie, muszę przyznać. Na szczęście na lekcjach uczyliśmy się nie tylko obsługi pakietu Office. Pod koniec trzeciej klasy gimnazjum poznawaliśmy język HTML - ja wtedy już potrafiłem tworzyć strony internetowe, więc chętnie pomagałem pozostałym... a gdy była chwila czasu, to oczywiście grałem w gry.
   
   - Gra wszech czasów w Pana osobistym notowaniu to...

   - „Emergency” – grałem w nią u kolegi. To jest gra, którą naprawdę dobrze pamiętam. Gracz wcielał się w rolę dowódcy akcji ratowniczej; w zależności od sytuacji musiał np. ewakuować ludzi z wypadku samochodowego albo ugasić pożar mając do dyspozycji straż pożarną, policję i pogotowie.
   „Emergency” interesowała mnie tym bardziej, że mój tata jest strażakiem. Chyba każdy chłopiec jest zafascynowany swoim tatą i dla mnie ta gra była pewnego rodzaju formą realizacji.
   
   - Rozumiem, że to „Emergency” była dla Pana inspiracją, by w przyszłości tworzyć gry.
   - Niezupełnie... ja od dziecka uwielbiałem budować. Jako kilkulatek spędzałem dużo czasu przy komputerze... i przy klockach lego, z których tworzyłem różne konstrukcje. Wiele lat później, wybierając kierunek studiów, postanowiłem połączyć obie pasje... i zostać programistą, tzn. budować własne oprogramowania dla komputera. Od początku moim celem było tworzenie gier.
   
   - Kiedy udało się Panu „zbudować” swoją pierwszą grę?
   - Pierwsza gra, którą zaprogramowałem, była, podobnie jak w przypadku strony internetowej, stworzona dla treningu. Gracz poruszał się samochodzikiem i zbierał gwiazdki, za które naliczane były punkty. Na drodze pojawiały się też głazy; za uderzenie w jeden z nich traciło się czas, bo cała gra trwała minutę. To był początek studiów, wtedy miałem 19-20 lat.
   
   - Na studiach zaczął Pan swoją przygodę z firmą Microsoft. Jednym z Pana obowiązków jest prowadzenie studenckiego koła naukowego. Czym się zajmuje wasza grupa?

   - Przede wszystkim tworzymy oprogramowania w platformie Dot.NET, czyli technologii Microsoftu. Zazwyczaj spotykamy się raz w tygodniu; przychodzi zazwyczaj 10-15 osób. W spotkaniach uczestniczą nie tylko ludzie z instytutu informatyki stosowanej. W naszym gronie mamy np. studentkę ekonomii.
   
   - Zajmujecie się także tworzeniem gier...
   - To prawda. Obecnie pracujemy nad grą edukacyjno-historyczną, którą chcemy zaprezentować na konkursie ImagineCup. Jest to gra, która oprócz historii uczy strategicznego myślenia. Gracz wciela się w rolę dowódcy jednego z historycznych starć i musi poprowadzić swoje oddziały do zwycięstwa. Aktualnie rozwijamy bitwę pod Grunwaldem, która jest powszechnie znana i głęboko zakorzeniona w naszej kulturze, ale okazuje się, że nie wiele o niej wiemy. Z reguły opieramy swoją wiedzę dotyczącą przebiegu bitwy na fabule „Krzyżaków” Sienkiewicza. Niestety, treść powieści nie do końca pokrywa się z realnymi wydarzeniami. W naszej grze stawiamy na fakty historyczne; najpierw szukamy wiarygodnych źródeł, potem piszemy scenariusz bitwy, łącznie ze ścieżkami alternatywnymi, żeby gracz miał możliwość sprawdzenia swoich umiejętności.
   W tym momencie sam rozwijam jeszcze jedną grę. To ma być prosta zręcznościówka na smartfony, ale póki nie jest gotowa, nie chciałbym zdradzać, czego będzie dotyczyła.
   
   - Rozumiem. A co po studiach?
   - Miliardy (śmiech). Na początku chciałbym poszukać jakiejś pracy u producentów gier, a potem otworzyć własną działalność w dziedzinie gier mobilnych.
   
   - W Elblągu?
   - Zobaczymy. Jeżeli uznam, że jest ku temu potencjał, to jak najbardziej.
   
Aleksandra Szocik

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem... (od najstarszych)

Pokazuj od
najnowszych
Największe
emocje
Haha, jebłem. ..
Tata_ (2015.05.03)

info

11  
  2
Same kłamstwa. .. Ten człowiek nie jest elblążaninem, nie chodził do ZSTI. Programista? Śmiech na sali.
no_na_pewno (2015.05.03)

info

12  
  2
Jaki elbazanin , on jest z kwidzyna .
jaaa1 (2015.05.03)

info

10  
  1
to ściema, nie jest w dresach to na lewo nie jest z Ebowa
ściema (2015.05.03)

info

2  
  2
Nie chce hejtować, ale ładnie podkręciliście całą historię. :)
dirt (2015.05.03)

info

8  
  0
czekam na wywiad z kloszardami z pod biedronki kolo eleclerca
(2015.05.03)

info

7  
  1
niech dalej bawi się klockami, bo do programowania się nie nadaje. Nie ma to jak robić jeden rok 3 lata na PWSZ
hejter (2015.05.03)

info

13  
  1
w tej bajce zabrakło tylko stwierdzenia, że elbląg to polska dolina krzemowa
brakpodpisu (2015.05.04)
Żal mi was zazdrościć sami nic nie potraficie a krytykujecie innych
aaaasssaa (2015.05.04)
Bogiel nie fikaj
aaaaasssa (2015.05.04)



Reklama X