Okazało się, że lampy już nie są przewrócone, ale dokładnie widać, że nie są też naprawione. Przyjrzałem się bliżej całej okolicy i zdecydowanie stwierdzam, że jest ona zapomnianym miejscem, które wydaje się być rajem dla wandali i chuliganów.
Zadam retoryczne pytanie: Jaki jest sens w dewastowaniu publicznego mienia i czy jest to aż taki problem, żeby przejść obok przystanku i go nie zniszczyć?
Poniekąd można nawet zrozumieć ludzi, którzy zajmują się graffiti. Mają swoją kulturę i wyrażają siebie poprzez napisy na murach czy przystankach, ale kompletnie nie rozumiem jak można rozbijać szyby na przystanku autobusowym, [fotoc]który ma za zadanie chronić (również tego, kto go zniszczył) przed wiatrem lub deszczem. Wandal lub wandale wykazali się wyjątkowym tchórzostwem, ponieważ wybrali miejsce ustronne a nie np.: centrum miasta lub okolice dworców.
O to co zastałem na miejscu: rozbite butelki na ulicy, było tam mnóstwo szkła, które może przebić opony samochodów lub rowerów, ponadpalane rozkłady jazdy autobusu (niektóre tak, że nie można niczego przeczytać) oraz powybijane szyby w drugim przystanku. Teraz miasto musi wydać pieniądze, które można by było zainwestować inaczej, lepiej.
Miasto a dokładnie my - mieszkańcy będziemy płacić pieniądze za przyjemność wandala płynącą ze niszczenia czegoś, co ma służyć nam wszystkim.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter