Kultywowany w naszym kraju „śmigus-dyngus” to odrębne niegdyś obrzędy ludowe, którym nadano nazwy niemieckiego pochodzenia. Słowo „śmigus” pochodzi bowiem od schmechen - „bić” i Ostern - „Wielkanoc” i oznacza dotykanie się, uderzanie i smaganie rozwiniętymi, zielonymi gałęziami. Słowo „dyngus” pochodzi od dingen, czyli „wykupywać”. Oznacza wesołą kwestę świąteczną połączoną z włóczeniem wielkanocnym młodzieży męskiej w przebraniach z różnymi rekwizytami, takimi jak np. baranek, które zazwyczaj połączona była z oblewaniem wodą panien na wydaniu. Chłopcy starali się polać wodą jak najwięcej dziewcząt, by zapewnić sobie pomyślny rok, a ten, który nie zdołał oblać żadnej, był uważany za pechowca. Przez cały rok robota miała mu się nie darzyć, zostawał też złośliwie okrzyknięty „babskim królem”. Przy okazji wypraszano różnego rodzaju dary, wśród których najważniejsze miejsce zajmowały świąteczne pisanki i ciasta. Z czasem obydwa te obrzędy zostały połączone i tak powstał śmigus-dyngus.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter