Porażka. Ale czyja?

35
28.09.2008
Porażka. Ale czyja?
Każdy z nas podchodził w życiu do wielu egzaminów. Od najmłodszych lat szkoła hartuje młodych ludzi - klasówki, testy, matura itd. Stres towarzyszy tym wydarzeniom raczej zawsze. Jednak jest taki egzamin, który generuje wyjątkowo dużą dawkę adrenaliny u każdego - to egzamin na prawo jazdy. I nie zawsze wszystko jest w nim jasne…
Egzamin państwowy składa się z dwóch części: teoretycznej i praktycznej. Ta pierwsza polega na rozwiązaniu testów i z reguły nie przysparza kandydatom na kierowców zbyt wiele trudności. Najgorsze przed nimi. Egzamin praktyczny to twarda selekcja. Pierwsze „sito” na placu manewrowym. Sprawdzanie stanu technicznego pojazdu, jazda po łuku, wzniesieniu i…. co bystrzejsi mogą się cieszyć, bo przed nimi najtrudniejszy ale i ostatni etap egzaminu, czyli popularnie zwana „jazda po mieście”. Jeśli osoba egzaminowana nie popełni jakiejś gafy na starcie (np. nie włączy świateł), to opuszcza WORD na co najmniej 40 minut „przejażdżki”, której się długo nie zapomina. Zadań egzaminacyjnych jest naprawdę sporo. Trzeba się nastawić, że egzaminator będzie chciał sprawdzić jak najwięcej umiejętności przyszłego kierowcy. Manewr klasyczny: parkowanie. Nie ulega wątpliwości - trzeba to umieć. Jest kilka miejsc w mieście idealnych wręcz do pochwalenia się tą umiejętnością. Ulica Wojska Polskiego to prawdziwy poligon manewrowy. Codziennie setki razy parkują tam samochody nauki jazdy, jak też auta egzaminacyjne. Pole do popisu jest, bo parkować można i równolegle, i prostopadle. Właśnie tutaj wiele egzaminów się kończy. Słusznie - jeśli egzaminowany nie radzi sobie z tym manewrem. Ale co powiedzą Państwo na taki przebieg zdarzeń, który miał miejsce na jednym z egzaminów: egzaminator wydaje polecenie zaparkowania prostopadle. Wskazuje dokładnie wolne miejsce pomiędzy dwoma samochodami. Osoba egzaminowana posłusznie wykonuje polecenie, prawidłowo wykonując manewr. Po zatrzymaniu się na miejscu parkingowym okazuje się, że odległość między sąsiednimi samochodami jest bardzo mała. Egzaminator pyta: „a jak ja teraz mam wysiąść z samochodu?” Osoba egzaminowana, szczerze zdziwiona pytaniem, tłumaczy, że zaparkowała zgodnie z poleceniem. Ale egzamin został przerwany. I oczywiście niezdany. Oprócz 112 zł mniej w portfelu za następny egzamin, można mieć poczucie dużego niesmaku. Takie sytuacje tworzą opinię, że zawsze jest sposób, żeby „oblać” kursanta….
AN

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem... (od najstarszych)

Pokazuj od
najnowszych
Największe
emocje
nic z tym nie zrobimy musimy przywyknac do glupoty egzaminatorow mnie to czeka dopiero. zycze powodzenia innym na egzaminie
Siwy8000 (2008.09.29)

info

0  
  0
Mnie oblał egzamninator w inny sposob, lecz tez w taki perfidny. To byly czasy kiedy nie bylo jeszcze kamer, czas lapowek itd. Ale ode mnie dziad nic nie dostal mimo ze na to czekal. Nastepnym razem mialem normalnego egzaminatora i nie bylo problemu.
(2008.09.29)

info

0  
  0
Mnie oblał za żółte, że niby mogłem wychamowac bzdura kasa kasa
(2008.09.29)

info

0  
  0
ja zdałam za drugim razem(poległam na górce:) ale egzamin pamiętam do dziś. .. nigdy w życiu nie chciałabym przechodzić tego wiecej. .. egzaminator był strasznie nerwowy a te nerwy udzielały się i mi. .. w ogóle tragedia!
(2008.09.29)

info

0  
  0
a ja zdałam za 4 razem i słusznie bo jak sobie przypomnę jak jeździłam za trzema poprzednimi razami to przyznaje racje egzaminatorom, dużo się nauczyłam na swoich błędach i co najważniejsze wyciągnęłam odpowiednie wnioski, ręce opadają jak się czasem posłucha egzaminowanych którzy oblali i co dziwne zawsze egzaminator jest winny, ludzie trochę samokrytyki!!! sama widziałam jak niektórzy jeżdżą, oblewają i maja pretensje do całego świata tylko nie do siebie, także proszę popatrzeć czasem obiektywnie na swoje umiejętności!!! egzaminator tez człowiek a mnie się nawet 2 razy zdarzyło ze pomógł podczas egzaminu, pozdrawiam wszystkich przyszłych kierowców :P
ewik12 (2008.09.29)

info

0  
  0
za egzamin 112 złotych wiec sie nie dziwcie wiecej egzaminów to wiecej kasy, te wszystkie zmiany itp nic nie dadzą dopóki za kazdy egzamin bedzie word kasował niehc pieniadze idą na jakieś inne konto na przykład urzędu marszałkowkiego to wtedy nie bedzie juz im tak zależeć
(2008.09.29)

info

0  
  0
Syn zdał za 7 razem :((( Były oczywiscie lekcje i jazdy dodatkowe place manewrowy ale nigdy, powtarzam NIGDY, podczas nauki instruktorzy / bo było ich kilku / nie przecwiczyli bardzo niebezpiecznego manewru - WYPRZEDZANIA poza miastem. Zastanówcie sie nad zmianą tego jeśli Wam zalezy naprawdę na umiejętnościach kierowcow.
RA1 (2008.09.29)

info

0  
  0
Do RA1 to może złą szkółkę wybrał?? Ja byłem w szkółce u Pana Andrzeja K kurs trwał dosyć długo częściowo z mojej winy ale częściowo z winy Pana Andrzeja. Ale zdałem egzamin za pierwszym razem. Mój główny instruktor Marcin (czerwone punto II) bardzo dobrze mnie przygotował do jazdy. Miałem i wyprzedzanie ciągnika w mieście i wyprzedzanie poza terenem zabudowanym. Łuk nauczył mnie bezbłędnie. Więc może jak ktoś się wybiera na kurs jazdy niech zastanowi się nad szkółką. Ale tak dla porównania to ja robiłem kurs długo dość ale w innej ze szkółek kolega robił jeszcze dłużej i niestety instruktorzy nauczyli go jeździć tak, że teraz będzie zdawał 3 raz; ( gdzie zaczynaliśmy razem a ja mam już prawko od miesiąca i zrobione 1 500 km bez żadnej kolizji jedynie co się obawiam to zimy; / moja pierwsza zima za kółkiem może wrócić do Pana Marcina na szkolenie podczas opadów śniegu??
(2008.09.29)

info

0  
  0
Przecież egzaminatorzy zawsze dają polecenia na podpuchę, np. każą wjechać w ulicę jednokierunkową "pod prąd". Kierujący (przyszły kierowca) ma myśleć, a nie posłusznie wykonywać polecenia.
Krystus (2008.09.29)

info

0  
  0
Każdy debil może otrzymać prawko. Widać to na ulicach. Nie ma się czym chwalić bo każdy idiota może w końcu zaliczyć. Może za 3 może za 10 razem ale w końcu dostanie. Po co więc prawo jazdy ?! Już nawet nie wspomnę że wypadki powodują kierowcy z uprawnieniami i że w każdym wypadku jest ktoś sprawcą mimo że zna przepisy ( bo przecież zdawał ) i zostanie ukarany mandatem za spowodowanie wypadku. Czym różni się taki mandat za złamanie przepisów dla osoby która zdawała na jakiś świstek a osoby która nie zdawała ? Po co to wszystko ? Przecież wystarczy stosować zasadę że nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania do wszystkich i nie ma potrzeby posiadania prawa jazdy. Kompletnie nic się nie zmieni. Gwarantuję że nie przybędzie ani jednego wypadku niż jest obecnie bo związek między wypadkiem a posiadaniem w kieszeni świstka z pieczątką jest żaden.
pokrętna logika (2008.09.29)

info

0  
  0