Pracownice MOPS były na miejscu zdarzenia o godz. 4 rano.
- Nie ma znaczenia, czy pożar lub podobne nieszczęście zdarza się w dzień, czy w nocy, w środku tygodnia, czy w niedzielę - jak ludziom trzeba pomóc, to pomagamy - mówi Elwira Tańska, kierownik Zespołu Pracy Socjalnej nr 2. - I w tej sytuacji było podobnie. Gdy tylko otrzymałam informację o pożarze, natychmiast przyjechałyśmy z koleżanką na miejsce. Strażacy ugasili już ogień, ale dom nie nadawał się do zamieszkania. Ocalała za to przybudówka, do której przenieśli się pogorzelcy. To rodzeństwo - brat z siostrą. Nie mieli jedzenia, więc koleżanka pojechała do sklepu nocnego, by kupić podstawowe produkty - kontynuuje Elwira Tańska. - Przyjechałam do nich za kilka godzin ponownie, by tym razem przywieźć więcej jedzenia i gorącą herbatę, bo przecież ci ludzie nie mają prądu ani gazu. Przywiozłam też odzież - buty i kurtkę.
Z pomocą pogorzelcom pospieszyli też sąsiedzi.
- Sama widziałam, jak w niedzielę odwiedziła ich sąsiadka, a sąsiad zabierał się do naprawy szkód, jakie poczynił ogień - dodaje kierownik Tańska. - To bardzo ułatwi nam pracę, bo możemy przygotować pomoc finansową adekwatną do potrzeb.
Jak twierdzi Elwira Tańska, rodzina, której dom spłonął w niedzielną noc, została otoczona opieką i nadal MOPS będzie służył jej wsparciem.
Według policji prawdopodobną przyczyną pożaru domu przy ul. Smolnej było zwarcie instalacji elektrycznej.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter