Partycypacja społeczna a społeczeństwo informacyjne

6
06.02.2012
W ubiegłym tygodniu przeczytałem felieton nowo mianowanego dyrektora jednego z departamentów Urzędu Miejskiego o komunikacji między Urzędem, a mieszkańcami. Pan Rafał Gruchalski opisał wdrożoną w urzędzie ideę partycypacji społecznej.
Zgodnie z tym, jak mówią Amerykanie: wierz i sprawdzaj, zaangażowałem się osobiście i poszedłem do Urzędu Miejskiego sprawdzić, co to za licho ta partycypacja, a i Panu Dyrektorowi zrobiłem przysługę, bo będzie mógł odnotować moją wizytę w urzędowych statystykach.
   W czeluściach urzędu, w biurze Rady Miejskiej, panuje idealny ład i porządek, wszystkie dokumenty są dostępne dla interesantów, tylko – jak śpiewał Ireneusz Dudek – „Oj nie tak panowie, nie tak”. Choć Dyrektor chwali się licznymi przykładami konsultacji z mieszkańcami i to, jak zaznacza, w godzinach popołudniowych, to pragnę przypomnieć, że minęła już pierwsza dekada XXI wieku. W Urzędzie Miejskim funkcjonuje elektroniczny obieg dokumentów, radni dostali laptopy, wiceprezydent jest wybitnym specjalistą IT, a ja, aby zdobyć podstawowe informacje, muszę w dwudziestostopniowym mrozie przemierzać oblodzone chodniki (to dobry temat dla Komisji Bezpieczeństwa RM).
   Dyrektorze Gruchalski, ta Pana partycypacja, którą Pan wychwala, to takie partnerstwo publiczno-prawne z ubiegłego wieku! Udostępnienie w sieci dokumentów (projektów uchwał, protokołów z posiedzenia komisji, wyników imiennych głosowań), a także wprowadzenie możliwości interaktywnego komentowania i zadawania pytań, to nie jest żadna rewolucja. Takie rozwiązania już funkcjonują, może jeszcze nie są popularne w Polsce, ale jeśli nie zostaną wdrożone teraz – to kiedy?
   Jak bardzo temat jest niezrozumiały, dał wyraz radny Paweł Nieczuja-Ostrowski, który w swoim felietonie rozgranicza „bezpieczne komentowanie decyzji w internecie w domowym zaciszu i rzeczywiste zmierzenie się z problemami”, zapominając, że to właśnie swobodny dostęp do informacji (w zaciszu domowym) buduje społeczeństwo informacyjne, a internet jest sprzymierzeńcem aktywności społecznej. 60 proc. społeczeństwa ma podłączenie do Internetu, a Pan o dobro publiczne chce dbać tylko podczas debat, chociażby i organizowanych w godzinach popołudniowych. Model partnerskiego współzarządzania wypracowany zostanie, jak Pan pisze, w „dłuższym procesie”. Zapewne tuż przed następnymi wyborami!
   
Jacek Zbrzeźny

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem...

Panie Jacku ale co właściwie Pan mial na myśli, co Pan chciał udowodnić tym artykulikiem? Bo to jakis zbitek krtykanckich uwag bez składu i ładu a do tego, krótkie jak wypracowanie 4-to klasisty.
Buziak Rozpustnik (2012.02.07)

info

0  
  0
Rafał Gruchalski, nowy naczelnik wydaje się wreszcie kompetentną osobą na to stanowisko po tylu trudach i cierpieniach Prezydenta znalezienia kandydata w przeprowadzanych konkursach - no i udało się, a więc nie krytykujcie na zapas !!!!! Poczekamy, zobaczymy.
(2012.02.07)

info

0  
  0
Dlaczego mamy nie krytykować? Krytyka jeśli jest pozytywna to jest potrzebna. Ja będę krytykował i już. Rafał Gruchalski, w moim odczuciu, był prezydentowi potrzebny do realizacji jego planu - zamknąć usta mediom. Proszę ocenić samemu sytuację. Prezydent obwarował się samymi dziennikarzami i tak buduje swój "biały PR" Czym Rafał Gruchalski zasłużył się, że uważasz, że jest osobą właściwą i kompetentną? Tym jednym artykułem? Po co zatem jest pani rzecznik A. Kleina? Czy to nie ta osoba powinna pisać o działaniach prezydenta? Polityka jest mało transparentna w wydaniu prezydenta Nowaczyka. PRZEPRASZAM, ALE JA TEGO NIE KUPUJE. TOWARZYSZY MI WIELKIE ROZCZAROWANIE Z DZIAŁAŃ PREZYDENTA i jego sztabiku "s". jak zwykle na końcu stawiam znak zapytania. .. .. czy tak własnie jest? Nie wiem, ale takie jest moje odczucie.
Rozczarowany (2012.02.07)

info

0  
  0
oj portel broni pana Gruchalskiego?. .. .. Mój wpis sie nie ukazał. Za ostra była krytyka?
krytykant i już (2012.02.07)

info

0  
  0
Ważne żeby zaczęli doceniać ludzi i firmy lokalne, ich wiedzę i zaangażowanie w rozwój miasta, chcieli zasięgać rad, współpracowali z mądrą społecznością, a nie szukali specjalistów jak dotąd poza Elblągiem w Warszawie, czy innych miastach- tu przy współpracy na miejscu można dużo osiągnąć, zrobić wiele, nawę departementu urzeczywistnić, bo na razie istniała przede wszystkim na papierze !
(2012.02.07)

info

0  
  0
jestem w szoku. cyt. [. .. ] po tylu trudach i cierpieniach prezydenta. koniec cytatu. Też chciałbym za pieniądze publiczne (Pani, Pana) tak cierpieć:)
zaszokowany (2012.02.07)

info

0  
  0