Kazimierz Jarzyna miał 63 lata, od ponad 10 lat był bezdomny. Mimo oferowanej przez wielu pomocy, wybrał życie tułacza. Chciał żyć po swojemu. I tak przez wiele lat żył bez porządnego dachu nad głową, w altankach albo przyczepach. Niczego od nikogo nie chciał, pomagał innym, jak tylko mógł. W tej codziennej tułaczce zawsze towarzyszyły mu psy. Bardzo je kochał, a one kochały jego. Mówi się, że psy instynktownie wyczuwają dobrego człowieka. I wielu ludzi, którzy kiedykolwiek znali Kazimierza Jarzynę, potwierdza, że był on dobrym człowiekiem. - Zwierzęta bardzo kochały pana Kazimierza, myślę, że to byli jego najlepsi przyjaciele, jak nie jedyni – mówi Agnieszka Wierzbicka, kierownik elbląskiego Schroniska dla Zwierząt. - Zawsze pilnował dat szczepień. Przychodził wtedy do schroniska, często przynosząc troszkę karmy w podziękowaniu za szczepienie. Wysterylizowaliśmy mu też Sonię, ponieważ często miewała szczeniaki, które sprzedawał na rynku. Dbał o nie, jak umiał, na tyle, na ile pozwalały mu warunki. Zadziwia mnie więź, jaka była między nim a psami, w szczególności z Sonią.
Sonia po śmierci ukochanego właściciela trafiła do elbląskiego schroniska, z którym pan Kazimierz był w stałym kontakcie. - Sonia jest niezwykle mądra i przywiązana do niego, bardzo źle znosi pobyt w schronisku. Wierzymy, że uda nam się znaleźć dla niej dom – dodaje z nadzieją Agnieszka Wierzbicka.
- Tata bardzo kochał zwierzęta, by więc uczcić jego pamięć, proszę o wpłacanie datków na elbląskie schronisko – mówi córka pana Kazimierza. - Tata by sobie tego życzył. Również wszystkich, którzy przyjdą na pogrzeb, zamiast przynosić kwiaty, proszę o wpłatę pieniędzy na rzecz schroniska.
Ostatnie pożegnanie Kazimierza Jarzyny odbędzie się w sobotę, 4 marca o godz. 12 w nowej kaplicy na cmentarzu Dębica.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter