W budynku zapaliły się zgromadzone na podłodze śmieci. Przyczyną pożaru było najprawdopodobniej podpalenie przez bawiące się wewnątrz dzieci. Strażacy szybko poradzili sobie z ogniem, więcej czasu zajęło im sprawdzenie, czy w pomieszczeniach nie ma kogoś potrzebującego pomocy. Jak nam powiedzieli - "Ten adres znamy bardzo dobrze, regularnie dochodzi tu do pożarów. Przyczyna jest zawsze ta sama, z tą różnicą, że w ciągu dnia sprawcami pożaru są dzieci, nocą - bezdomni."
Jak powiedzieli nam mieszkańcy okolicznych domów, obserwujący akcję gaśniczą - "Nie możemy się doprosić o zabezpieczenie tego budynku. Nikt się nim nie interesuje, drzwi dawno ukradziono, w środku jest pełno śmieci, latem smród jest nie do zniesienia. O tej sytuacji wielokrotnie informowaliśmy Straż Miejską - bez rezultatu. Kilka miesięcy temu w pożarze poparzony został śpiący w jednym z pomieszczeń bezdomny mężczyzna - całe szczęście, że jego kompan był na tyle przytomny, żeby wynieść go z płomieni."
Strażacy po akcji przekazali budynek funkcjonariuszom Straży Miejskiej. Ci stwierdzili, że miasto wielokrotnie zobowiązywało właściciela budynku do jego zabezpieczenia, skierowało nawet sprawę do sądu. Wszystkie te starania były nieskuteczne.
Powstaje jednak pytanie - czy miasto zrobiło wszystko, co było w jego mocy? Czy kilka solidnych desek albo arkusz blachy i pół godziny pracy spawacza warte jest więcej niż bezpieczeństwo dzieci z okolicznych podwórek? Sąsiedzi feralnego budynku mają nadzieję, że z zaistniałej sytuacji ktoś wyciągnie wnioski zanim dojdzie do tragedii.
[fotol]
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter