Elbląską, dobrze prosperującą fabrykę mydeł, założoną przez Emila Siede w 1867 roku, zamknięto w styczniu 1945 roku. Znajdowała się ona w nieistniejącym dziś budynku przy Bramie Targowej i specjalizowała się w wyrobie szarego mydła. Wyrabiano w niej także z zamorskiego oleju mydło toaletowe, które uznawane było wówczas za wytworny środek do pielęgnacji ciała. Dziś pan Ireneusz kontynuuje te tradycje. Jego pracownia jest na razie skromna, ale do wszystkiego potrzeba czasu. - Do produkcji mydeł wykorzystuję tylko naturalne produkty. Nie ma w nich żadnych dodatków chemicznych czy spożywczych – mówi Ireneusz Zander. - Jaki kolor natura da, ja to robię. Pytam dzieci, jakie dzisiaj robimy mydło? A że nie jedzą zbytnio czekolady z 70 procentową zawartością kakao, rozrabiam ją i wkładam do roztworu z olejem i tak powstaje mydło czekoladowe.
O tym, że elblążanin zajął się produkcją mydeł, zrządził przypadek. Kilka lat temu, gdy pracował pod Monachium, pewien Niemiec poprosił go, by wyrzucił do śmieci sześć i pół tysiąca ampułek olejków eterycznych. - Takie coś nie mogło się zmarnować! - opowiada pan Ireneusz. - Zacząłem wypytywać kobiet, co z tego mogę zrobić. Powiedziały, że mydło. Zrobiłem raz, zrobiłem drugi i tak wszedłem w ten wir i już z niego nie wyjdę. Zacząłem szukać nowinek w internecie, jak się robi mydło, teraz eksperymentuję, jestem samoukiem, ciągle tworzę coś nowego.
I tak w pracowni pana Ireneusza znajdziemy mydło na trądzik, łuszczycę, na pajączki na nogach, żylaki, na opuchliznę czy ukąszenia owadów. Powstają środki pilingujące i nawilżające skórę. Do swoich mikstur dodaje maliny, płatki dziewanny, kasztany, czarnuszkę, kurkumę, borowinę, żywicę czy pędy sosny. Cały proces powstawania mydła trwa od godziny do półtorej.
- Moja praca to rękodzieło, manufaktura. Nie jest to produkcja na wysoką skalę – dodaje Ireneusz Zander. - Na razie nie mam wielu klientów. Najbardziej cieszy mnie, gdy moja praca przynosi zamierzony efekt. Gdy klient mówi, że zadziałało, że pozbył się np. łuszczycy. Nie pieniądz jest dla mnie ważny, bo żyję z rodziną skromnie, a zadowolenie klienta, skuteczność produktu i to, gdy klient wraca i poleca mnie znajomym. To mnie uskrzydla.
- W branży mydlarskiej podoba mi się to, że nie ma zazdrości i rywalizacji – kontynuuje. - Gdy powiedziałem, że chcę stworzyć pracownię w Elblągu, inni mydlarze kibicowali mi. Często dzwonimy do siebie, wspieramy się, pomagamy sobie nawzajem.