Czy „...po elbląsku” czyni zwyczajny tekst niezwyczajnym? Czy tym samym staje się bliższy naszemu sercu? Ciekawszy? Nie sadzę.
Zaglądając na elbląski serwis, oczekujemy przede wszystkim ważnych informacji odnośnie podejmowanych aktualnie miejskich inicjatyw, wydarzeń kulturalnych – tych minionych, z komentarzem podsumowującym, i tych, które dopiero będą miały w naszym mieście miejsce. Zmiany w komunikacji miejskiej, wypadki – tak. Ale w ograniczonych ilościach. Czy naprawdę potrzebujemy powielanych artykułów na jeden i ten sam temat tylko dlatego, że jest to łatwy temat dla niedoświadczonego amatora pisarza, który chce nabić swoje konto punktami w konkursie?
Konkurs zmienił Portel. Zaśmiecił go. Coraz więcej pojawia się na nim informacji, które czytelników nie interesują. A przynajmniej nie w tym miejscu, w miejscu poświęconym miastu. Nie chcemy czytać o kremach z filtrem – bo zbliża się lato, nie potrzeba informacji o euro – bo ...zbliża się euro. Kto jeszcze nie wie, że w Elblągu znajdują się śmietniki, dziury na drogach, że mamy dworzec, po remoncie nawet, że budowa dwóch mostowych kładek jednocześnie nie było najlepszym pomysłem? Czy rzeczywiście potrzebujemy kolejnych osobnych artykułów z odautorskimi komentarzami na te i inne tematy?
Założenie konkursu Teraz ja nie było samo w sobie złym pomysłem. Ale gdzieś po drodze zatarła się granica. Granica miedzy konkursem, a internetową gazetą, granica ilości, smaku i dojrzałego spojrzenia na problemy naszego miasta.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter