Drzewa te były parę lat temu przycinane i albo nie zostały one po tej operacji odpowiednio zabezpieczone, albo zaatakowała je choroba i od 3-5 lat widzę, jak sukcesywnie usychają. Nie udało się ich, niestety, uratować nawet w lato zeszłego roku, kiedy przeprowadzana była „akcja ochrony kasztanowców”.
Martwi mnie jedna rzecz: wytrzymałość na wiatr takich uschniętych drzew. Ze względu na to, że stoją przy ulicy, ze strachem patrzę na nie przez okno podczas każdego silnego wiatru. Sądzę, że jest to niebezpieczeństwo dla samochodów przejeżdżających tą ulicą podczas wichury.
Jesienią zeszłego roku, gdy silnie wiało, odłamał się kawałek gałęzi i spadł na ulicę. Ktoś wezwał policję i panowie policjanci „sprzątnęli” za pomocą własnych kończyn dolnych kawałki drzewa na pobocze. [fotor]
Jedna bardzo długa gałąź jest całkiem pozbawiona kory, już próchnieje (zdjęcie) i tylko patrzeć, gdy spadnie komuś na auto i dojdzie do wypadku.
Apeluję do ludzi, którzy są odpowiedzialni za te drzewa, alby zrobili z nimi porządek, bo w końcu dojdzie do tragedii. Zresztą, zabrały one wystarczająco dużo ofiar przy okazji wypadków drogowych i nie potrzeba śmierci następnych ludzi z powodu braku reakcji czy to Urzędu Miejskiego, czy zarządcy drogi (w zależności od tego, do kogo należą te drzewa).
Latem, gdy inne drzewa są piękne i zielone, te kasztanowce straszą gołymi konarami bez liści. Sądzę, że uschnięte, jak również i te drzewa, których nie da się już wyleczyć, powinny być wycięte dla naszego bezpieczeństwa.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter