- Gram kapitana Iwana Iwanowicza Karawajewa, dowódcę oddziału sowieckich skoczków spadochronowych, który ma za zadanie rozpoznać polskie podziemie niepodległościowe – mówi Grzegorz Wołoszczak, elbląski rekonstruktor i aktor-amator.
Wczoraj ekipa filmowa kręciła pierwsze chronologicznie sceny filmu, kiedy to kpt. Karawajew na Łubiance otrzymał rozkaz penetracji polskiego podziemia. Kilkunastosekundowa scena pobytu sowieckiego kapitana w gmachu Łubianki była kręcona prawie trzy godziny. Wszystko w trosce o szczegóły, które mniej uważnemu widzowi mogą umknąć. - Mamy już nakręcone ponad 90 procent zdjęć. W przypadku historii rekonstruktorzy są bardzo wrażliwi na temat szczegółów; pagony, guziki, one faktycznie wyglądają tak jak w latach czterdziestych – mówi Krzysztof Dziewięcki, reżyser filmu „Bitwa pod Rząbcem. Historia prawdziwa”.
Rolę Łubianki w filmie pełni... Żuławski Ośrodek Kultury w Nowym Dworze Gdańskim.
- Budynek Żuławskiego Ośrodka Kultury został wybudowany w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Mieścił się tutaj dom wspólnoty niemieckiej. Nie trzeba było tu nic zmieniać, więc się nie zmieniało, wszystko było idealne na potrzeby filmu – mówi Monika Jastrzębska-Opitz, dyrektor ŻOK.
Jak ważne są szczegóły, świadczą dyskusje na planie filmowym: o tym jak mógł się zachowywać oficer NKGB w stosunku do podwładnych, jakich słów używał. Aktorzy odgrywający role Rosjan również mówią po rosyjsku. Jednego z sowieckich żołnierzy gra Piotr Opaczewski z Elbląga. - Źle się czuję w sowieckim mundurze, ale ktoś musi grać tego „złego” - pan Piotr z humorem podchodzi do swojej roli.
Szansę na debiut na dużym ekranie otrzymał też nasz redakcyjny fotoreporter Michał Skroboszewski. Wcielił się w rolę żołnierza, wychodzącego z gmachu Łubianki. - Propozycja pojawiła się w ostatniej chwili, już na planie. Dostałem sowiecki mundur i debiut filmowy mam już za sobą. Moja rola uwiarygadniała gmach Łubianki jako miejsce „tętniące życiem” – śmieje się Michał.
Główne zdjęcia zostały nakręcone w skansenie w Tokarni (świętokrzyskie). Tam odbywa się główna akcja filmu: porwanie przez oddział kpt. Karawajewa patrolu Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych oraz bitwa pomiędzy oddziałami komunistycznymi a Brygadą Świętokrzyską NSZ. - Chcemy odkłamać propagandę komunistyczną, która przez lata zasiała niewiedzę wśród ludzi, którzy nadal żyją w zakłamanej wersji historii – mówi reżyser filmu.
Podczas wizyty w Rząbcu aktorzy i realizatorzy filmu spotkali się z kultem poległych w bitwie żołnierzy sowieckich i żołnierzy Armii Ludowej. W tej miejscowości do tej pory stoi pomnik z napisem „W tych lasach w dniu 8 IX. 1944 r. oddziały Armii Ludowej i partyzantów radzieckich zostały podstępnie napadnięte przez wysługujących się hitlerowskiemu okupantowi zbirów NSZ-kich Bohuna...” . Realizatorom filmu udało się dotrzeć do bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń. Jeden z nich także wystąpi w tym fabularyzowanym dokumencie. Oprócz rekonstruktorów z całej Polski wystąpi też m.in. kpt Stanisław Turski – żołnierz Brygady Świętokrzyskiej, publicysta Leszek Żebrowski oraz dr historii Tomasz Ossowski.
- W Świętokrzyskiem przed wojną nie było żadnych tradycji komunistycznych. Kpt. Karawajew rozbudował swój oddział skoczków i rosyjskich dezerterów z SS pacyfikujących kieleckie wsie. Przed bitwą połączyli się z oddziałem Armii Ludowej. Podczas starcia zostali wzięci do polskiej niewoli – mówi Krzysztof Dziewięcki.
W samej bitwie ok. 700 żołnierzy brygady pokonało oddziały komunistyczne liczące około 200 osób. W walce zginęło 30 komunistów, po stronie NSZ nie było zabitych. Raporty Brygady wspominają o rozstrzelaniu 4 żołnierzy AL, którym udowodniono działalność o charakterze bandyckim i skazano na karę śmierci w wyniku postanowienia sądu wojennego. 13 AL-owców na ochotnika wstąpiło do Brygady, resztę wziętych do niewoli wypuszczono. Przetrzymywani w niewoli SS-mani i skoczkowie sowieccy próbowali uciec, w wyniku czego wywiązała się chaotyczna strzelanina, podczas której, zgodnie z raportami Brygady, zdołało zbiec kilku Rosjan. Zginęło także trzech żołnierzy Brygady, a trzech zostało ciężko rannych.
Producentem filmu jest Fundacja „Odzyskajmy Naszą Historię”, której celem jest przedstawianie prawdziwej wersji zdarzeń z okresu II wojny światowej i lat powojennych. Film uzyskał dofinansowanie z Urzędu ds. Kombatantów. - Część kosztów wyłożyli też realizatorzy filmu i osoby prywatne – mówi Grzegorz Wołoszczak.
Premiery możemy spodziewać się pod koniec roku. Film będzie dostępny w internecie, realizatorzy planują też pokazy w szkołach i ośrodkach kultury.