Elbląg to było miasto, które jako ostatnie zostało wcielone do macierzy. Tu przez kilka lat panowała niepewność jutra. Na Białoruś, Litwę czy Ukrainę nowi osadnicy nie mieli po co wracać. Przybyli tu ludzie mimo niesamowitych trudności zdecydowali się na pozostanie i stworzenie sobie nowej rzeczywistości. Felieton ten jest próbą odtworzenia losów dzieci, którym przyszło mieszkać i żyć w tym opuszczonym przez Boga i Partię mieście… Myślę, że żyje tu jeszcze wielu elblążan, którzy dzieciństwo spędzili w ówczesnym Elblągu. Jak dzieci tam żyły i funkcjonowały? Jak się bawiły i jakie miały problemy?
Niech wstępem do wspomnień będą załączone przeze mnie zdjęcia. Zdjęcia dziewczynek na tle ruin Starego Miasta przypominają słynne zdjęcie z ruin Stalingradu. Datowane są na 1953 r ok, osiem lat po wojnie! Tak się żyło w centrum miasta, centrum, którego nie było.
A jakie były trudności? Dzieci bały się chodzić wieczorami po ciemnych wyburzonych ulicach, a szkół było kilka, w tym czasie była tylko jedna taksówka w mieście, komunikacja była słaba – sklepy głównie przy ówczesnej ul. 1 Maja . Aby zrobić zakupy, trzeba było z obrzeży miasta (tzw. „ kolonii”) dojść na piechotę po tzw. „czerwonej drodze” (obecna 12 Lutego ) zrobionej z kruszonej cegły starówki. Buty nie do umycia, a nogi czerwone po pachy…
Jakie były rozrywki? Oglądanie, jak kikuty frontonów starówki są rozbijane przez „gruchy” umieszczone na dźwigach, zabawy w wojnę, wskakiwanie do pociągu relacji "dworzec – Elbląg Zdrój", który kursował przez miasto po ul. Ratuszowej, jazda na poniemieckich nartach z narysowaną „gapą” na Dolince lub „Kapuście" (góra na pętli na Marymonckiej), później zawody lekkoatletyczne. Kiedyś jeden z kolegów przez głupotę dostał oszczepem w głowę…, była niezła sensacja. Ulubioną zabawą było przywiązywanie dużego psa na krótkim sznurku do klamki drzwi i ucieczka po zapukaniu. Co się działo w mieszkaniu lokatora, można sobie wyobrazić…Zaglądnie do grobowców na Agrykoli, gdzie w otwartych cynkowych trumnach leżały zwłoki z powyrywanymi złotymi zębami.
Jakie czasy, takie rozrywki. Dzisiaj w dobie Internetu wygląda to na horror. Ale tak się żyło. Niemniej wiele z tych dzieci wyrosło na porządnych Polaków, zdobyło wyższe studia, piastowało i zajmuje nadal wysokie stanowiska lub ma pozycje w biznesie.
Może ten felieton sprawi, że podzielą się swoimi wspomnieniami z dzieciństwa, które przyszło im przeżyć w byłym Festung Elbing po jego zasiedleniu. Być może portEl na swoich łamach zaproponuje przesyłanie wspomnień dzieci ówczesnych pionierów, jak upłynęło im dzieciństwo i młodość w zrujnowanym Elblągu.