Jadłodzielnia to w rzeczywistości witryna chłodnicza i dwa regały, gdzie część osób zostawia nadmiar jedzenia, a inne osoby biorą, co potrzebują. - Wszystko jest anonimowe, nie ma żadnego odnotowywania, kto co przyniósł, a kto co wziął – dodaje Teresa Bocheńska.
Podobne miejsca funkcjonują już w kilku miastach w Polsce: m.in. w Warszawie, Gdańsku czy w Białymstoku. W Elblągu pomysł organizacji jadłodzielni zgłosił Robert Turlej, już na początku roku rozpoczęto poszukiwanie miejsca, gdzie taką witrynę można postawić
- Witryna musi być podłączona do prądu, stać pod dachem i być ogólnodostępna – dodaje prezes Elbląskiego Banku Żywności.
Wówczas zaczęły się schody, bo jadłodzielni u siebie nikt nie chce. Wydawało się, że najłatwiej będzie postawić witrynę na terenie spółdzielni mieszkaniowej „Zakrzewo” w hali przy ul. Podgórnej. Elbląski Bank Żywności porozumiał się ze stowarzyszeniem kupców handlujących w tym miejscu. Zgody nie wyraziła jednak spółdzielnia.
- Uważamy, ze jadłodzielnia się w tym miejscu nie sprawdzi. Jesteśmy jak najbardziej za taką inicjatywą, ale w tej chwili nie mamy pomieszczenia, które moglibyśmy udostępnić – wyjaśnia Mirosława Meirowska, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Zakrzewo”.
Elbląski Bank Żywności ma dwa regały i pieniądze na witrynę chłodniczą. Centrum Wolontariatu zadeklarowało, że oddeleguje wolontariuszy, którzy zadbaliby o porządek w jadłodzielni. Tylko miejsca na jadłodzielnię nadal nie ma.
- W ostateczności mogłaby stanąć w Elbląskim Banku Żywności (przy ul. Stefczyka – red.), ale to nie jest najlepsze miejsce. O godzinie 14 bank jest zamykany i w tej okolicy jest stosunkowo mało darczyńców, którzy mogliby podzielić się posiłkiem. Zależy nam na tym, że punkt był otwarty możliwie długo – wyjaśnia Teresa Bocheńska.
Może jednak znajdzie się chętny?
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter