- Podstawa programowa jest przeładowana już w przedszkolu – żalą się dyrektorki elbląskich przedszkoli. - Dzieci nie są w stanie sprostać wymogom. Nauczyciele muszą gonić z programem. - Dzieci nie chcą chodzić do szkoły i wcale im się nie dziwię, bo ja do takiej szkoły, jaką mamy dzisiaj, też nie chciałabym chodzić - dodaje jedna z nich. - Za naszych czasów szkoła była zupełnie inna. Był czas na naukę, na odpoczynek i zabawę. Teraz dzieci żyją tylko nauką i ciągle są przemęczone. Trzeba zmienić podstawę programową, jednak tak, by dzieci nie musiały chodzić na korepetycje. To szkoła jest po to, żeby uczyć. Tymczasem rodzice muszą korzystać z korepetycji. Ja sama płaciłam 80 zł za korepetycje z chemii, gdy moje dziecko jeszcze chodziło do szkoły średniej. Z kolei na studiach jest za mało praktyki, a za dużo teorii. Boję się zatrudnić osobę świeżo po studiach, bo nie jest ona gotowa do pracy z dziećmi - mówi dyrektorka.
- Podstawa programowa jest przeładowana – wtóruje swoim koleżankom po fachu nauczycielka ze Szkoły Podstawowej nr 4 w Elblągu. - Musimy uczyć dzieci rzeczy, które się im w życiu nie bardzo przydadzą. Zamiast uczyć ich samodzielnego dochodzenia do jakiejś umiejętności, musimy im wkładać do głowy coś, co jest po prostu w programie.
Niestety nauczyciele nie mają wielkiego wpływu na zmiany w podstawie programowej. Jak pokazał kwietniowy strajk, kiedy to postulowali m. in. "odchudzenie" podstawy, nikt ich w tej kwestii nie chciał wysłuchać. Podczas ostatniego spotkania pn "Hop, zmiana!" w Ratuszu Staromiejskim dyskutowali o tym, jak uczynić szkołę bardziej atrakcyjną i przyjazną dla ucznia. - Programu nauczania na pewno nie zmienimy, bo to nie zależy od nas. Możemy jedynie tę potrzebę komunikować, zgłaszać do Ministerstwa Edukacji Narodowej, że taka zmiana jest potrzebna – mówi Dorota Kujawa-Weinke, inicjatorka Laboratorium Edukacyjnego "Hop, zmiana!". - Jeżeli jednak zawiesimy się na problemie, że podstawa programowa jest przeładowana i beznadziejna, to będziemy w tym tkwili. Chodzi przede wszystkim o to, żeby umiejętności, które są zapisane w podstawie, przekuć na cele praktyczne. Możemy prowadzić lekcje tak, by dzieci się na nich nie nudziły, np. więcej czasu lekcyjnego spędzać w różnych instytucjach. Moi uczniowie byli na przykład na lekcjach w sądzie, w galerii, w bibliotece czy w parku i to nie przeszkadza w uczeniu się. U podłoży wszelkiej zmiany leżą relacje. Myślę jednak, że relacje nauczyciel – uczeń pozostawiają sobie wiele do życzenia. Wielu nauczycieli nie jest gotowych przejść na linearny sposób traktowania ucznia i siebie w edukacji. By uczeń i nauczyciel byli po jednej stronie barykady, a nie, by nauczyciel stał na katedrze naprzeciwko i wygłaszał wykłady. Nie wszyscy nauczyciele są gotowi do zmiany. Niektórzy tej zmiany sobie na pewno jeszcze nie uświadamiają. Mało tego, po strajku mam wrażenie, że coś w niektórych nauczycielach runęło.
Czy nauczyciele naprawdę chcą zmiany w edukacji? Czy tylko o niej mówią? Te pytania wydają się zasadne w obliczu małego zainteresowania i niskiej frekwencji nauczycieli podczas weekendowej konferencji Laboratorium Edukacyjnego "Hop, zmiana!".