- Spotkałem wiele osób, które nie widzą ulotek zawieszonych na słupach, podczas gdy właściwie nie ma w centrum miasta takich, które byłyby czyste. Myślę, że jeżeli więcej osób zobaczy ten problem, że ktoś w ich mieście zawiesza śmieci, bo po trzech dniach to z nich zostaje, skończy się akceptacja dla tego "procederu", gdzie naruszane są przepisy prawa. O to właśnie chodzi, by jak najwięcej ludzi zobaczyło, że to jest problem, żeby przestało to być opłacalne i że firma, która je umieszcza robi to z naruszeniem prawa – opowiada Roman Smoleński, inspektor ds. estetyki miasta w Departamencie Architektury, a także inicjator akcji. - Przestrzeń publiczna powinna być chroniona, a jeśli wszyscy będą mieli równe szanse reklamowania się to będzie to zależało od inwencji. Chodzi jednak o to, żeby nie naruszać przepisów prawa i narażać poziomu estetycznego miasta.
To on namówił elbląskie media – Radio Olsztyn, Telewizję Elbląską, Dziennik Elbląski i portEl.pl do tego, by przez tydzień głośno mówiły o tym, że nielegalnie powieszone reklamy to problem. Do akcji, która potrwa przez cały tydzień, zaprosił również osoby, które mają coś do powiedzenia w tej sprawie.
Roman Smoleński nie po raz pierwszy mówi o tym problemie (fot. AD)
Ci, którzy płacą postępują uczciwie Wśród nich jest
Gracjan Kalandyk, elbląska gwiazda The Voice of Poland, absolwent technikum mechanicznego w Elblągu, student Wydziału Wokalistyki Jazzowej i Muzyki Estradowej Akademii Muzycznej w Gdańsku.
- Ulotki rozwieszane na słupach wprowadzają chaos informacyjny, ale bardziej chodzi tutaj o ludzi, którzy kryją się za hasłami "tania, szybka pożyczka" i tych, którzy się na nie nabierają – mówi Kalandyk. - Ci, którzy się za nimi kryją czasami utrzymują firmy dzięki takim łatwowiernym osobom. I to właśnie ta strona, jeżeli mówimy o ulotkach rozwieszonych na słupach, jest negatywna. Dlatego jestem przeciwko. Firmy, które płacą za reklamę są raczej uczciwe, zarówno pod względem rynku, jak i tym, którzy oferują swoje usługi. Takie ulotki przesłaniają ważne informacje, jak "zgubiłem", "szukam".
Jak wyjaśnia młody muzyk trudno z tym problemem walczyć.
-Wydaje mi się, że jedyną opcją jest karanie ludzi, którzy są w trakcie rozwieszania ulotek. Ale to też jest praktycznie niewykonalne, to zadanie dla Supermana – dodaje.
Jedno miejsce na reklamy Z kolei
Maria Kasprzycka, dyrektor Muzeum Archeologiczno- Historycznego, zauważa natłok informacji spowodowany taką ilością ulotek przyklejonych do słupów.
- To tak, jak z reklamami podczas filmów, każdy kiedy je widzi wychodzi i robi swoje. Tu jest podobnie, nie ma chęci i szans na to, by to czytać – tłumaczy. - Przez takie zaśmiecanie miasta traktuje się mieszkańców jak idiotów, bo stawia się ich w sytuacji, że jeśli czegoś nie będą mieli przed oczami to się tym nie zainteresują. Gdyby były miejsca wyznaczone do tego to myślę, że ludzie chętnie by z niego korzystali. Nie chciałabym dyskredytować tych firm i instytucji, bo mamy trudne czasy i faktycznie nie ma takiego miejsca, gdzie za darmo mogłyby wieszać informacje. A więc pierwszy ruch powinien należeć do miasta. Wydaje mi się, że nie za wszystko powinno się płacić.