Tym pechowcem jest Janusz Ławrynowicz. W sieci wciela się w "największego prostaka w Polsce". Krytykuje, jest chamski i używa największych przywar Polaków. Można powiedzieć, że zna go niemal każdy - ludzie wysyłają sobie zdjęcia "pana Andrzeja" i śmieją się w najlepsze.
Janusz Ławrynowicz w policji przepracował 26 lat. Jak sam wspomina - o całej sprawie poinformował go pewnego dnia kolega z pracy. - Stwierdził, że jestem na pewnej stronie. Mój wizerunek jest wzięty z komendy miejskiej. Mój autorytet dzielnicowego został zniszczony - mówi w rozmowie z TVN24.
I tłumaczy, że całe zamieszanie bardzo mocno przeżył. - Po kontakcie z psychologiem uzmysłowiłem sobie, że w tej sprawie nic nie mogę zrobić. Po prostu trzeba z tym żyć. Ja nie życzę osobie, która to zapoczątkowała, żeby była w takiej samej sytuacji, jak ja -zaznacza.
Bezradność Policjant złożył zawiadomienie o przestępstwie znieważenia, pomówienia. Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. - Postępowanie sprawdzające prowadziła komenda miejska w Elblągu. Zakończyło się ono odmową wszczęcia dochodzenia i zostało przesłane do prokuratury do zatwierdzenia. Zostało zatwierdzone - mówi Jolanta Rudzińska, zastępca prokuratora rejonowego w Elblągu.
I dodaje, że śledczy ustalili, iż "brak jest interesu społecznego" w ściganiu tych czynów.
Dlaczego on Jedyną szansą pana Janusza jest nagłośnienie sprawy i pokazanie jego dramatu. - Mam pełne przekonanie, że prokuratura powinna udzielić odpowiedzi czy rzeczywiście w tej sprawie nie występuje interes społeczny - przekonuje mec. Maciej Ślusarek.
A Janusz Ławrynowicz wciąż stawia sobie pytania - "Dlaczego ja".
źródło: tvn24.pl