Od 2012 r. mieliśmy do czynienia w Elblągu z kilkunastoma przypadkami hospitalizacji rocznie z powodu dopalaczy. Niechlubnym wyjątkiem był rok 2015, kiedy tylko od maja do lipca zanotowano 70 takich przypadków. - Był to skutek zmian w prawie, które.... utrudniały obrót niektórymi substancjami. Spowodowały one masową wyprzedaż dopalaczy i w związku z tym gwałtowny wzrost hospitalizacji – mówił Marek Jarosz, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Elblągu na odbywającej się w Elbląskiej Uczelni Humanistyczno-Ekonomicznej konferencji „Współczesne zagrożenia medyczne, epidemiologiczne i społeczne”. Zorganizował ją Szpital Miejski.
Obecnie hospitalizacji z powodu dopalaczy jest kilkanaście rocznie. Wydaje się, że dopalacze znalazły swoją niszę i na trwałe weszły do życia społecznego. I walka z nimi będzie podobna do walki z narkotykami. - Handel i produkcja dopalaczami nie jest przestępstwem, nie jest nawet wykroczeniem – ubolewa Marek Jarosz.
Sprzedawców ściga sanepid, mając do dyspozycji jedynie postępowanie w trybie administracyjnym. Urzędnicy między innymi zatrzymali 1800 sztuk rozmaitych dopalaczy, kilkakrotnie wydali decyzję o zakazie prowadzenia działalności. - Która jest bardzo ładnie omijana. Wystarczy szybka zmiana nazwy podmiotu, rejestracja i następnego dnia mamy w tym samym budynku nową spółkę zajmującą się tym samym – zdradził dyrektor elbląskiego sanepidu.
Represje nie skutkują. - Do lipca 2017r. nałożyliśmy kary na sumę 1,284 mln zł. Nie udało się nam wyegzekwować ani złotówki. Urzędy skarbowe umorzyły dotychczas 400 tys. zł – zdradził Marek Jarosz.
Skutek odnoszą kampanie edukacyjne skierowane do potencjalnych klientów dopalaczy. Najczęściej to wtedy młodzi ludzie dowiadują się, jaka jest ta ciemna strona zażywania substancji o nieznanym pochodzeniu i składzie chemicznym.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter