Zwyciężyła miłość

10
18.01.2014
Zwyciężyła miłość
Fot. AD
Wczoraj (17 stycznia) w Teatrze im. Aleksandra Sewruka elbląscy melomani wysłuchali historii o pięknej i trudnej miłości wielkiego pana Edwina i zwykłej szansonistki Sylwii. Miłość dwojga okazała się jednak silniejsza niż skostniałe konwenanse. Zobacz więcej zdjęć.
„Księżniczka Czardasza” to utwór o niemal stuletniej historii. Ten jeden z najbardziej znanych przebojów operetkowych ukazuje miłość sławnej śpiewaczki z Budapesztu i młodego księcia Edwina. Taki mezalians nie ma prawa bytu w wielkim arystokratycznym świecie, w którym królują konwenanse i etykieta.
   Wczorajsze (17 stycznia) brawurowe wykonanie „Księżniczki Czardasza” przez cenionych w Polsce artystów związanych ze śląską sceną operetkową było połączeniem wspaniałej gry aktorskiej i talentu wokalnego. Niezwykły sopran tytułowej księżniczki w połączeniu z lirycznym tenorem księcia Edwina poruszyły do głębi nie tylko wyrafinowanych melomanów lecz także tych, którzy do operetki odnoszą się z wielką dozą sceptycyzmu. Piękne wyznanie miłości poprzez porywający śpiew dwojga zakochanych uświadamia, że ponad przyjętymi przez świat normami ważniejsze jest uczucie.
   Nie zabrakło tu także mniej poważnych momentów, kiedy to jeden z bohaterów, Boni wyznaje: „z miłości jeszcze nikt nie umarł, inaczej byłbym pochowany ze dwadzieścia razy” albo gdy Feri doradza z przekąsem: „na sercowe rozterki dobre są mocne kropelki”.
   Zestawienie dobrego humoru z powagą prawdziwego uczucia to najlepsze połączenie dla poszukującego skrajnych emocji widza.
   Operetka odsłania także różne oblicza kobiety: zarówno tej szczerze miłującej i wrażliwej kochanki, jak i sprytnej, rozkosznej, przebiegłej i „nie biorącej miłości zbyt tragicznie” lolitki, która „za skórą diabła ma”.
   „Księżniczka Czardasza” w wykonaniu śląskich artystów przy akompaniamencie Elbląskiej Orkiestry Kameralnej to niesamowite połączenie lekkości i humoru z powagą i wzruszeniem. A sama operetka? To dowód na to, że zwycięża miłość, która przeszedłszy niejedną próbę, zostaje ocalona. To także przekonanie o tym, że szczęście ludzkie jest ważniejsze niż przyjęte konwenanse.
   W rolę Sylwii wcieliła się Jolanta Kremer, czołowa solistka Gliwickiego Teatru Muzycznego. Edwina zagrał Oskar Jasiński nazywany „amantem klasy Jana Kiepury”. W pozostałych rolach zobaczyliśmy Arkadiusza Dołęgę (Boni), Jacka Woleńskiego (Feri) i Annę Leśniewską (Stasi).
   
   
dk

Fotoreportaż

Kliknij, żeby zobaczyć więcej zdjęć

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem... (od najstarszych)

Zgadzamy się, było pięknie, wzruszająco i śmiesznie. Duża Orkiestra dała niezwykłe efekty muzyczne. Dobrze, że EOK gra tak różnorodny program.
(2014.01.18)
Uwaga! Opinia zostanie zamieszczona na stronie po zatwierdzeniu przez redakcję.
(2014.01.18)

info

1  
  0
Teraz aby nadal było różnorodnie czekamy na Ivana i Delfina.
cudownieBravo (2014.01.18)
Po pierwszym komentarzu widzę że dyrekcja była na szkoleniu z obsługi internetu. No to teraz się zacznie, och i achy!!!!
CyberB (2014.01.18)

info

1  
  2
To prawda, koncert był piękny.
(2014.01.18)

info

2  
  0
Cóż w tym programie nadzwyczajnego. Mamy karnawał więc usta milczą duusza śziewa!suknie cieszą, melodie można zanucić, ot i sztuka na wagę. Warto jednak docenić Zawsze zaangażowanie muzyków na scenie. Gratuluję.
(2014.01.19)

info

0  
  0
Mnie się bardzo podobało! Melodie nucę do dziś. ..
(2014.01.19)

info

0  
  0
fajny koncert, ale to zasługa wykonawców a nie dyrekcji
(2014.01.19)

info

1  
  0
Bardzo mi się podobało, orkiestra pięknie!!!!!
(2014.01.19)

info

0  
  0
.. .UROCZO !!!!
zauroczona (2014.01.20)

info

0  
  0