Sportowy kibic i wieczna hipiska

8
29.06.2016
Sportowy kibic i wieczna hipiska
Maryla Rodowicz wyśpiewała swoje największe hity podczas Dni Elbląga (fot. Michał Skroboszewski)
Kiedyś trenowała lekkoatletykę, teraz codziennie gra w tenisa. Duch sportowy jest w niej mocny, ale serce skradła piłka nożna. Poleciała do Francji, by „na żywo” obejrzeć zmagania polskiej reprezentacji, a w drodze na elbląski koncert tak ułożyła plan podróży, by przed telewizorem trzymać kciuki za biało-czerwonych. Rozmowa z Marylą Rodowicz – fanką futbolu, miłośniczką sportowych aut i wieczną hipiską.
- Oglądała Pani dzisiejszy [wywiad przeprowadzony 25 czerwca wieczorem - red.] mecz Polaków?
   - Oczywiście, nawet specjalnie ułożyłam sobie plan podróży. Przyleciałam samolotem do Gdańska, dalej prosto do hotelu w Sopocie, gdzie już tłum ludzi czekał na transmisję. Obejrzałam cały mecz, ale jak się okazało, że będzie dogrywka i karne to, niestety, musiałam wsiąść w samochód i jechać do Elbląga. Muszę być bowiem na miejscu zawsze trzy godziny przed koncertem, by się rozśpiewać, umalować, przebrać.
   
   - Jest Pani fanką piłki nożnej?
   - Nawet wielką! Byłam na dwóch meczach we Francji – w Nicei i w Paryżu, na meczu z Niemcami.
   
   - Były emocje?

   - Straszne. W Paryżu spotkałam Zbigniewa Bońka i mówię do niego: Wiesz jaka jestem spocona ze strachu? A on na to, że już od rana jest spocony (śmiech). Rozumiem jego stres, bo jest szefem PZPN, ale był też piłkarzem więc te emocje ma jeszcze większe. Piłka nożna w ogóle wywołuje ogromne emocje.
   
   - A inne dyscypliny sportu?
   - Ja uprawiam tenis ziemny, codziennie. Hobbystycznie, ale staram się coraz lepiej grać, dlatego robię to pod okiem trenera.
   
   - Kiedyś sama Pani trenowała.
   - Lekkoatletykę, później był AWF. Mam ducha sportowego również na scenie.
   
   - W 1974 r. podczas ceremonii otwarcia Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej zaśpiewała Pani „Futbol”. Czy również dziś zaśpiewałaby Pani dla naszej reprezentacji nośny hymn?

   - Pewnie, że tak. Nie jest jednak tak łatwo stworzyć utwór, który będzie przebojowy, który będzie zagrzewał kibiców. Są konkursy, nawet sama brałam w nich udział - na piosenkę na Euro. Także wtedy, gdy wygrało „Kokokoko euro spoko” (uśmiech).
   
   - Pozostają w tematyce „sport”. Ma Pani słabość do sportowych aut, a szczególną miłością darzy Pani markę Porsche. Dlaczego?
   - Od dwóch lat jeżdżę Rangeroverem, wielka bryką, ale tęsknię do Porsche. Dlaczego? Bo ma sportową sylwetkę, niesamowite osiągi, przyspieszenie i charakterystyczną opływową linię. To kultowy samochód.
   
   - A jaki był Pani pierwszy samochód?
   - Żółty Fiat 850 sport. Strasznie mi się podobał, bo przypominał trochę Porsche. Dostałam go w prezencie od narzeczonego, ale gdy się z nim rozstałam to zabrał mi wszystko, także samochód.
   
   - Znana jest Pani od wielu lat z barwnego, ciekawego wizerunku scenicznego. Szczególnie ciekawe były Pani kreacje z lat 70. Wyglądała Pani w szarej rzeczywistości jak barwny ptak, hipiska. Skąd brały się te kreacje?
   - Wtedy się tworzyło tkaninę. Malowało się materiały albo się je zszywało z kawałków. Pamiętam 1980 r. Miałam przyjaciółkę, która byłą po ASP i miała maszynę do szycia. Chciałam mieć bluzkę zebrę, czyli taką biało-czarną i ona ją stworzyła.
   
   - Trudne czasy wymuszały kreatywność.
   - Zdecydowanie.
   
   Czy Pani wizerunek sceniczny różnił się/różni od tego, co nosi Pani prywatnie?
   - Widzi Pani, to jest moja spódnica (zamaszysta i długa), moje buty (sandały z frędzlami), w których przyjechałam, no i moja torba (również z frędzlami). Duch hipisowski jest mi nadal bardzo bliski i dobrze się w tym czuję.
   
   - Jest Pani tytułowana królową polskiej sceny muzycznej.
   - Królowych jest wiele.
   
   - Ale nie ma w Polsce osoby, która by nie znała choćby jednej Pani piosenki.
   - A to akurat chyba prawda. Nawet w Paryżu, gdzie były dziesiątki tysięcy polskich kibiców, którzy, gdy spotykali mnie na ulicy, oczywiście się ze mną fotografowali. W ogóle mi to nie przeszkadza, nie denerwuje, nie stresuje.
   
   - A nie męczy Pani śpiewanie starszych hitów? Nie ma bowiem koncertu bez „Małgośki”, „Kolorowych jarmarków”...

   - Nie, skąd. To mój żelazny repertuar. Ludzie wykrzykują „Małgośka” i inne tytuły i ja to wszystko śpiewam. Na każdym koncercie staram się wzbudzić w sobie ciekawość, by to nie było nudne. Jestem muzykiem, mam dobrych muzyków, którzy też dają mi kopa.
   
   - Wielokrotnie była Pani na koncertach w Elblągu. Coś Panią u nas urzekło, zaciekawiło?
   - Będąc przejazdem widziałam starówkę nocą. Zrobiła na mnie wrażenie. Byłam zdumiona, że tak pięknie jest ona zrobiona. Niestety, koncertując w różnych miastach mój pobyt ogranicza się do garderoby i hotelu, a potem wyjazd. Może kiedyś przyjadę na dłużej.
   
   - Dziękuję za rozmowę i zapraszam ponownie do Elbląga.
   - Dziękuję.
   
   
   Wywiad został przeprowadzony 25 czerwca podczas Dni Elbląga. Publikujemy go dopiero dziś z uwagi na długi czas autoryzacji.

   
   
rozmawiała Agata Janik

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem...

To symbol komunistycznych elit i układów
(2016.06.29)

info

5  
  2
"wieczna hipiska" - która jeździła Porshe 911.Obecnie cena podstawowa to 500 tys zł ! Jaka to ona była "biedna" za PRL'u !
(2016.06.29)

info

6  
  5
Na szczęście ona ma głęboko w du. .. ie krytykę i oceny wiecznych malkontentów
JatzekPlatzek (2016.06.29)

info

4  
  4
Co by tam nie pisac czy mowic...zal juz patrzec na nia...botix, plastik i inne wynalazki, bleeee
(2016.06.29)

info

4  
  1
za komuny, w rocznicę rewolucji październikowej biegała do ambasady radzieckiej, przypodobać się Kiszczakowi i żeby dostać paszport za granicę, taka z niej hipiska
zadumany (2016.06.29)

info

4  
  2
ktoś ją kiedyś nazwał czołową dziwką PRL-u i miał rację, zaliczała wszystkich po kolei, którzy mogli jej pomóc w karierze. Jej nieślubny syn wychowywał się w Elblągu u sióstr, gdyż był upośledzony umysłowo. Zwykła wesz komunistyczna i cichodaja, która w tej chwili prezentuje tandetę rodem z rumuńskiej dziwki.
kret (2016.06.29)
@kret - Jej dziecko nigdy nie było na Kasprzaka. Przepracowałam tam kilkanaście lat. Nie wiem skąd masz te informacje ale nie siej plotek. Spójrz lepiej na siebie.
takase (2016.06.30)
w latach 70-tych pracowałaś? miała dziecko w Olbrychskim, są ludzie w E-g którzy dobrze o tym wiedzą
kret (2016.07.01)

info

0  
  0