Marię albo się kocha albo nienawidzi. Jedno jest pewne, nie da się przejść obok jej tekstów bez emocji. Jej twórczość krąży wokół tematów trudnych, tematów tabu, wokół spraw niewygodnych, o których mówić nie wypada przy świątecznym stole. Maria Peszek, obnażając się w swoich utworach, świadomie płaci za to dużą cenę. Jej piosenki dotykają bardzo istotnych dla nas, Polaków zagadnień: stosunku do Ojczyzny, (nie)wiary w Boga, macierzyństwa, miejsca kobiety we współczesnym świecie. Maria Awaria strąca z piedestału wszelkie wyznawane przez wielu Polaków świętości i śpiewa: „Pan nie jest moim pasterzem, A niczego mi nie brak, Nie przynależę i nie wierzę, I chociaż idę ciemną doliną, Zła się nie ulęknę i nie klęknę”. Niepokorna Maria wyśpiewując tę antymodlitwę manifestuje swoją niewiarę w Boga i świadomie „schodzi na manowce”. By kontynuować ten wątek, w jednym z kolejnych singli artystka o tak bardzo świątobliwym imieniu ukazuje się w czerwonej świetlistej koronie przypominającej koronę cierniową, w dłoniach trzymając żarzące się ognie. Przybierając specyficzne pozy daje do zrozumienia odbiorcy, że naśladuje umierającego na krzyżu Jezusa.
Niewiele mniej emocji dostarcza antypatriotyczny manifest artystki „Sorry Polsko”, w którym wyznaje, że „nie oddałaby za Polskę ani jednej kropli krwi”. W kolejnym singlu wyznaje, że „nie urodzi syna, nie zasadzi drzewa, nie chce mieć dzieci, nie chce być matką”. I wszystko to w kraju, w którym rola kobiety jako matki jest ewidentna i jakby tożsama z nią.
Zaprezentowane podczas wczorajszego (22 marca) koncertu kawałki z ostatniej płyty artystki „Jezus Maria Peszek” są owocem ciężkiej choroby, z którą artystka zmagała się przez wiele miesięcy. Ślady choroby są w jej singlach ewidentne: „Taka jestem dziś zmęczona, Tak mi dzisiaj bardzo źle, Proszę weź mnie do doktora, Proszę weź uratuj mnie (…). Już nie mogę, ja umieram, Już nie mogę, nie! "Załamanie nerwowe, dzwoń po pogotowie” słyszymy w „Nie ogarniam”. O złym stanie psychicznym, w jakim nie tak dawno znajdowała się artystka oraz o niezrozumieniu jej choroby przez innych, świadczą słowa piosenki „Żwir”: „W smutek opakowana stoję w ciszy po kolana, Tłukę głową o ścianę i tłuc nie przestanę, Psychol, świr, goń się, ssij, Psychol, świr, niech żre żwir”.
[fotoc] Wczorajszy koncert niepokornej i charyzmatycznej Marii Peszek dał jego słuchaczom ogromną dawkę energii i skrajnych emocji, od smutku po euforię, od gniewu po radość. Również ubiór artystki był nieprzypadkowy. Biały T-Shirt z czerwoną plamą pośrodku, utytłane w czerwonej farbie dłonie, dały znać, że płyta nie niesie ze sobą łatwych treści, a jest poprzedzona bardzo trudnymi i bolesnymi doświadczeniami. W „Pibloktoq” artystka śpiewa przecież: „Dzieje się ze mną coś niedobrego, śni mi się mięso, śni mi się krew, chciałabym wyjąć serce spod żeber i połknąć z nim cały mój lęk”.
Teksty Marii Peszek są na tyle wymowne, że nie wymagają zbędnego komentarza. Artystka jakby wyśpiewała cały swój koncert. Nie było przerywników. Nie było zbędnych słów. Zbędnych komentarzy. Interakcja z publicznością miała miejsce tylko i wyłącznie poprzez muzykę. Przed Marią Peszek jeszcze długa trasa koncertowa, ale jestem przekonana, że artystka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i z pewnością pewnego dnia znów nas czymś zaskoczy.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter