Robotnik sztuki poszukujący prawdy ostatecznej
Znajomość Ryszarda Tomczyka z Gerardem Kwiatkowskim rozpoczęła się w 1965 r.
- Pochłonął mnie wtedy zupełnie nurt Biennale Form Przestrzennych, towarzyszyłem mu aż do końca, do roku 1974 r. - mówił autor książki „Gerard. Z materiałów i refleksji o działalności artysty i człowieka" i opowiadał o tych czasach zebranym. W publikacji znajdują się m.in. "antyprogramy i programy Gerarda", opis jego akcji artystycznych, fragmenty jego wystąpień czy wywiadów, korespondencja między autorem a Kwiatkowskim.
- Gerard odbył ogromną ewolucję, chociaż można znaleźć jedność jego osobowości i jedność jego twórczości. Niezależnie od tej zmiany istniały pewne wartości i kategorie trwale mu przysługujące i obecne w jego twórczości, chociaż w rozmaitych formach – opowiadał Ryszard Tomczyk. - Gerard nie przeskoczył swojej osobowości, on był nią jeszcze w dzieciństwie. Ten czas, pełen marzeń i ideałów, przenosił na czasy późniejsze, poszukując absolutu, poszukując, poprzez sztukę, racji ostatecznej i najważniejszej.
Jak mówił Tomczyk Gerard Kwiatkowski szukał prawdy, dobra i piękna, tak samo, jak i Platon, a cała reszta była tylko formą.
- Wreszcie znalazł to w reduktywizmie, który się wyraził w sztuce inteligibilnej – wyjaśniał Tomczyk. - Stał na stanowisku jedności psychologii i parapsychologii, miał w sobie coś z natury Niemca. Niech nie brzmi to jednak negatywnie, bo jest pewna rzecz, którą w Niemcach odnajdujemy, czyli zamiłowanie do metafizyki. Oni byli twórcami sztuki romantycznej, która traktowała wyżej niż cokolwiek innego geniusz tkwiący w wybitnych jednostkach, dystansujących się do reszty społeczeństwa. Taki Gerard pozostał.
Rozmowa z Kariną Dzieweczyńską, autorką scenariusza do filmu "Gerard Kwiatkowski. Nie(d)oceniony robotnik sztuki", na co dzień kuratorką w Galerii El.
- Kiedy rozpoczęła się realizacja filmu? Ile czasu potrzebowaliście, żeby wysnuć tę opowieść o Gerardzie?
- Razem z Piotrem Grdeniem [zdjęcia, montaż, reżyseria - red.], który pracował tutaj do 2013 r., chcieliśmy koniecznie zrobić film o Gerardzie Kwiatkowskim, bo dokumentu o nim nigdy nie było. W 2015 r. poznałam Marikę Kuźmicz z Fundacji Arton, która zajmuje się robieniem filmów i wydawaniem publikacji dotyczących artystów awangardy polskiej lat 60. i 70., nawiązaliśmy partnerstwo, złożyliśmy wniosek do Fundacji Współpracy Polsko – Niemieckiej. Otrzymaliśmy dofinansowanie w wysokości 25 tys. zł, ale jeszcze wtedy nie zaczęliśmy produkcji filmu, musieliśmy zgromadzić więcej środków. W międzyczasie zbieraliśmy materiał. W trakcie Jubileuszu 50-lecia I Biennale Form Przestrzennych rozmawialiśmy m.in. z panem Januszem Osterczukiem, Zbyszkiem Opalewskim, Maciejem Szańkowskim. Ponadto, Piotr, który w 2012 r. przygotowywał film na 50-lecie Galerii EL, też miał starsze wypowiedzi i wywiady, m.in. ze Zbigniewem Makarewiczem, z Janem Chwałczykiem, z Józefem Robakowskim, z państwem Wojewskimi [Jerzym i Niną – red.]. W maju 2016 roku nagraliśmy materiał filmowy w Gdańskiej Galerii Miejskiej ze Zbigniewem Warpechowskim i Leszkiem Przyjemskim, a pod koniec sierpnia byliśmy w Łodzi – by nagrać rozmowę z Lechem Lechowiczem i ponownie z Józefem Robakowskim.
- Ruszyliście również śladem Gerarda za granicę...
- Tak, w lutym tego roku napisałam do Charly'ego Möllera, który jest przyjacielem Gerarda z Hünfeld [tam Kwiatkowski ostatecznie osiadł i zmarł – red.] oraz architektem. Bardzo się ucieszył, że ktoś w końcu robi o nim film i zadeklarował, że pokryje koszty naszego pobytu i wyżywienia. Dzięki temu mogliśmy wziąć ze sobą tłumacza. W Hünfeld mieliśmy przygotowany przez Charly'ego program spotkań z różnymi osobami, które znały Gerarda. Charly pokazywał nam również wiele miejsc, restauracje, szpitale, w których mogliśmy zobaczyć prace Gerarda, a także wiele jego realizacji w przestrzeni publicznej miasta. Rozmawialiśmy m.in. z obecnym burmistrzem miasta, a także z obecnym kuratorem i dyrektorem Museum Modern Art Hünfeld [jego twórcą był Kwiatkowski – red.].
- Czy coś was zaskoczyło w trakcie prac nad tym filmem? Czy odkryliście coś, czego wcześniej o Gerardzie Kwiatkowskim nie wiedzieliście?
- Wiele było takich rzeczy, za każdym razem, gdy rozmawialiśmy z każdą, kolejną osobą czegoś się dowiadywaliśmy. W Hünfeld znał go niemal każdy. W jednej restauracji wisiały jego obrazy, gdzieś indziej zrobił np. aranżację bufetu, niemalże fowistyczną (nasycone, mocne, czyste kolory) w swoim wyrazie. Ślady Gerarda były wszędzie widoczne. Był również inicjatorem niezwykłego przedsięwzięcia, tzw. Otwartej Księgi, na którą składa się ponad 200 cytatów z poezji konkretnej artystów z całego świata, a które znalazły się na fasadach domów mieszkańców. Było to o tyle ciekawe, gdyż Gerardowi bardzo zależało na tym, żeby ten znany artysta porozmawiał z osobą, która udostępniała fasadę swojego domu, żeby był pomiędzy nimi kontakt. Lech Lechowicz, z którym spotkaliśmy się w Łodzi, mówił, że Gerard cały czas pisał, prowadził dziennik, korespondował z wieloma osobami. Z kolei Robakowski opowiadał, że zawsze dzwonił do niego o godz. 9 rano, jeśli dzwonił później, to Gerard nie odbierał. Przed pracą w Galerii EL, zanim nie poznałam osobiście Gerarda Kwiatkowskiego, to nie znałam tak bardzo kontekstu społecznego jego działań, a okazuje się, że bardzo dużo robił dla zwykłych ludzi, to było dla niego priorytetem. Zakładał stacje sztuki, tworzył ideę „stacjonizmu", w założeniach której on jako człowiek-artysta, zapewniał kompleksowo mieszkańcom kontakt ze sztuką: organizował im życie kulturalne, kolekcjonował sztukę, którą potem pokazywał w założonym przez siebie muzeum, a także konfrontował wielkich artystów ze zwykłymi ludźmi, żeby kształtować ich świadomość do sztuki współczesnej. Ten schemat, który wypracował tu, w Galerii, powielił w poszczególnych stacjach. O takich rzeczach się nie mówi, bo Gerard jest znany przede wszystkim z Biennale Form Przestrzennych. W pewnym momencie miał już dosyć tych form, mawiał, że gdyby wiedział, że tak to będzie, to tych form by nie zrobił, żałował, że nie bierze się pod uwagę całego jego dorobku. Był człowiekiem trudnym, większość dawała mu na to przyzwolenie, bo był artystą, ale dużo wymagał od siebie.