Mieczem w rywala, łukiem do celu
Organizacji turnieju rycerskiego podjął się gospodarz miejsca, czyli Muzeum Archeologiczno-Historyczne, współorganizatorem jest Elbląskie Bractwo Historyczne. Na czym polegały zmagania?
- Walki rycerskie dzielimy na inscenizacyjne, sportowe, punktowane i pełnokontaktowe – mówi jeden z uczestników turnieju, Łukasz Wilk z Bractwa Rycerzy Ziemi Sztumskiej. - My dzisiaj reprezentujemy walki punktowe, punkt zbieramy za każde trafienie w zbroję oponenta nie licząc dłoni, tarczy i jego oręża. Turnieje rycerskie były organizowane, żeby trenować, ćwiczyć z różnymi oponentami. W batalii, potyczce poza turniejem rycerz nie wiedział, kogo napotka, trenowano więc z różnym orężem. Oponent na polu walki mógł mieć na przykład tarczę, topór, nadziak, sztylet... Obecnie te walki rycerskie wchodzą częściej w dowolność oręża, wracamy w ten sposób do korzeni. Zasady ustala się przed spotkaniem i dopiero przechodzi do walki. Muszą się na nie zgodzić obie osoby, na przykład na to, że rezygnujemy z uzbrojenia nóg, ale wtedy nie uderzamy w nogi itd.
Nasz rozmówca podkreśla, że nadal ważne są takie wartości jak honor, czy jak powiedzielibyśmy współcześnie fair play.
- Jeżeli komuś z ręki wypadnie oręż, to jego przeciwnik się cofa, to niehonorowe bić kogoś, kto nie może walczyć.
Jak się przygotowuje do takiego turnieju?
- Normalnie, po prostu uprawia się sport. Jest dużo mitów na temat tego, że zbroje rycerskie ważyły tyle, że nie dawało się w nich wstać i tak dalej. To nieprawda. My w nich robimy pompki, przysiady, bawimy się z dziećmi. Znam ludzi, którzy w zbroi potrafią zrobić szpagat i wstać. Całe uzbrojenie to ok. 30 kg.
Jaka jest najlepsza broń dla rycerza?
- Najlepsza to taka, która zada największy cios, ale to zależy od tego, co przeciwnik ma na sobie. Jeśli będę walczył z rycerzem w pełnej zbroi, muszę mieć coś, co przebije jej szczeliny. Jeśli z rycerzem lekkozbrojnym z włócznią, to potrzeba krótkiej, dynamicznej broni. Sam gdybym był wyzwany na pojedynek i wybierał broń, to wybrałbym nadziak, tzw. otwieracz do hełmów. My walczymy ze sobą, znamy się i lubimy, nie chcemy sobie zrobić krzywdy, ale bywają wypadki, wybite zęby, stłuczenia, skaleczenia, amputacja palców. Jeśli ktoś się decyduje na walki, to musi liczyć się z takimi niebezpieczeństwami.
- Jak się zaczyna przygodę z tradycyjnym łucznictwem? Moja zaczęła się gdy bawiłam się w odtwórstwo wczesnośredniowieczne z grupą z Łodzi, gdzie było dużo strzelania dla turystów. Później trenowałam z Warmińską Grupą Łuczniczą w Olsztynie, jeździłam na zawody... tak się wkręciłam. Świetne są na tych zawodach spotkania ludzi, kontakt z nimi jest dla mnie najważniejszy – mówi Lila Zarzecka z Lidzbarka Warmińskiego.
Nasza rozmówczyni przyznaje, że obecnie na turnieje historyczne jeździ rzadziej.
- Mój dzisiejszy strój nawiązuje do Prusów, do Warmii, kołczan mam nie wiem z jakiej epoki, kolega mi go zrobił, łuk jest typu mongolskiego produkcji polskiej, mój strój nie jest więc spójny historycznie.
Jakie są zasady turnieju w Elblągu?
- Punktacja jest od 5 do 1 punktu, nie zawsze środek jest najlepiej punktowany, bo w tarczach reprezentujących zwierzęta strzela się mniej więcej tam, gdzie powinny mieć serce.
Jak oddać dobry strzał z łuku?
- Ja strzelam całkowicie intuicyjnie. Skupiam się na celu i na punkcie, w który chce trafić i to robię. Ważna jest postawa, ważny jest właściwy oddech i dobór strzał. Najważniejsza jest natomiast psychika.
Dodajmy, że w ramach wydarzenia przy muzeum pojawiły się m. in. historyczne kramy, obóz rycerski, odbyły się spotkania popularyzujące historię Elbląga itd. Udział w wydarzeniu był bezpłatny.