Klimuszko raz jeszcze
„Książka Krzysztofa Kamińskiego o o. Klimuszce jest nie tylko obszerną biografią, uzupełnioną o kolejne fakty i dokumenty, ale też zbiorem świadectw i opowieści ludzi, którzy go znali lub otrzymali od niego pomoc” – czytaliśmy w zapowiedzi wydarzenia. Z Krzysztofem Kamińskim, dziennikarzem i reportażystą, nauczycielem akademickim i autorem książek rozmawiał Juliusz Marek ze Stowarzyszenia Polskie Telewizje Lokalne i Regionalne, które zorganizowało wydarzenie.
Elblążanin stulecia
- Ojciec Czesław Andrzej Klimuszko, postać niezwykła, honorowy obywatel Elbląga, elblążanin stulecia, elblążanin XX wieku, bo tak orzekli elblążanie w plebiscycie lokalnych mediów i chyba nie było w tym przesady – rozpoczął spotkanie Juliusz Marek.
Podkreślił, że Krzysztof Kamiński napisał już sześć książek o ojcu Klimuszce. Do autora w miarę upływu lat zgłaszały się kolejne osoby, wpływały kolejne materiały. Sam Kamiński przyznał, że jego przygoda ze słynnym zakonnikiem zaczęła się od zainteresowania zielarstwem, według niego nikt nie pisał o ziołach, przyrodzie i człowieku tak jak franciszkanin związany z parafią św. Pawła w Elblągu.
O czym między innymi mówiono na spotkaniu? Przedstawmy kilka wątków.
Klimuszko-zielarz
- Ojciec Klimuszko wiedział, jaka roślina pomaga na jakie choroby – przypominał Krzysztof Kamiński. – Mając 11 lat z koleżanką, z taką jego szkolną miłością, poszli do lasu zbierać poziomki, bo wtedy cukierków nie dostawali, żeby zjeść coś słodkiego to mogli zebrać poziomki. Zauważył u niej na rękach brodawki. Zerwał jaskółcze ziele i sokiem z niego wyleczył te brodawki. To był pierwszy "zabieg" ziołolecznictwa ojca Klimuszki, wtedy ukazał się jego dar.
Słynny zakonnik miał też umieć diagnozować ludzi nie widząc ich, zioła potrafił dobierać do poszczególnych dolegliwości intuicyjnie.
- W czasie wojny ojciec Klimuszko był związany polskich podziemiem, ukrywał się, Niemcy namierzyli go we wsi Wierzbica koło Radomia. Spędzili mieszkańców na rynek i chcieli go ośmieszyć, kazali biegać po rynku. On odparł, że jest kapłanem, Polakiem i jemu nie można kazać biegać. Wtedy jeden z Niemców go skatował, ten wstrząs, który przeszedł wówczas ojciec Klimuszko, jak sam mówił sprawił, że patrząc na ludzi widział ich przeszłość i przyszłość.
Wieść o jego zdolnościach rozeszła się i wielu ludzi przychodziło do niego po pomoc w ustaleniu, gdzie są (i czy żyją) członkowie ich rodzin zaginieni w czasie wojny. Bywało, że ludzie przychodzili do niego po pomoc w takich sprawach, ale mając na uwadze jego ponadnaturalne zdolności, obawiali się u niego... spowiadać.
Jednocześnie Klimuszko był niezwykle skromny. Podkreślał, że używając swoich darów może się mylić, bo tylko Bóg jest nieomylny. Jednocześnie współpracował z naukowcami, by można było lepiej zrozumieć naturę jego umiejętności. Wskazywał na potrzebę dociekania prawdy, chociaż przyznawał, że „ta popularność już mu bokiem wychodzi”. Wierzył jednak, że otrzymał swe dary po to, by pomagać innym.
Klimuszko-człowiek
- O. Klimuszko był postacią legendarną, ale też wielkim przyjacielem ludzi, u których spędzał czas – mówił podczas spotkania Juliusz Marek. – Bracia zakonni próbowali go chronić przed wielką ilością pracy i listów (z prośbami o pomoc – red.), więc te listy wysyłano do osób, u których jadał obiady. Był w tym wszystkim bardzo bezpośredni, zaglądał do garnków pytając „a co dzisiaj masz na obiad?” – podkreślał. – To jest postać, z którą wszyscy mają kłopoty, może poza autorem książek, bo dzięki niej ma ciągle nową pracę – stwierdził - Czy to była postać na świętego Kościoła? No ale przecież palił cygara, papierosy, miał ciągle dwie paczki koło siebie, bardzo lubił koniaczek...
Podczas spotkania poruszono też wiele innych wątków, wyświetlano również materiały filmowe z ojcem Klimuszką, wsparte użyciem sztucznej inteligencji. W spotkaniu wzięło udział blisko 100 osób, które Kamieniczki Elbląskie ledwie pomieściły.
Spotkanie odbyło się 7 lipca.