UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
Z racji komuchowatych czasów w dzieciństwie i młodości nie było nam dane (mnie i moim rówieśnikom) odwiedzać obce kraje i swobodnie poruszać się po Europie, dlatego też Krynica Morska była synonimem Baden Baden i wszelakich wydumanych atrakcji letnich - choć jej w tym okresie siermiężny obraz ze standardu tow. Wiesława nie był powalający. Jednakże, gdy obecnie nawiedzam to miejsce jak je Erg słusznie nazywa "odpustowej tandety i zgiełku disco-polo" nie mam zbyt budujących opinii o miejscowych samorządowcach, ale i o tych, którzy to miejsce odwiedzają. Bo tak jak w przypadku Elbląga, Kolei Nadzalewowej, Kadyn i wielu pomników kultury materialnej minionych czasów muszę się wstydzić za mych krajan, którzy z własnej nieprzymuszonej tępoty spostponowali te nieraz perełki, jedyne w swoim rodzaju miejsca, miasta i obiekty.
AborygenMiejscowy