UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
W latach 50-tych, 60-tych minionego wieku ,pomieszkiwałem w Elblągu. Pamiętam, rytuał zapalania lamp gazowych. Przyjeżdżał Pan z drabinką w której na końcu był hak służący do "odpalania" lampy. Hakiem zaczepiał Pan Gazmajster za drut i "ciagnął" drabinkę w dół, aż do zapalenia lampy. Sztuka zapalenia polegała na dotarciu do lam- pki "dyżurnej - wiecznej" ot i cała sztuka i wielka technika, Aha Pan Gazmajster wsiadal na rower i oddalał się do kolejnej lampy. Za nim tłum dzieciarni, m.in. i ja, . Mam sporo lat a zdarzenia opisane pamiętam .