UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
A mój pradziadek hełm z napisem wbudował w posadzkę kurnika i zrobił poidło dla kur. Do kożucha nosił esesowski pasek z napisem "Deine Ehre heisst Treue", zimą chodził w butach - saperkach Wehrmachtu, a rozbrojony granat (taki jak na tym zdjęciu) używał jako tłuczka do ubijania parowanych kartofli. Miał sporo amunicji od Sturm-Gewehr, którą przerabiał i proch używał do głuszenia ryb w pegerowskim stawie. Chleb kroił sobie i smarował smalcem używając kordzika oficerów Luftwaffe. Na strychu znalazł parę egzemplarzy "Mein Kampf", z których wyrywał kartki do podpalanie drewna w piecu w kuchni. Nieraz prababcia go rugała, gdy zagłębiał się dłużej w lekturze wyrwanej kartki, a w kuchni było przeraźliwie zimno. Bimber pędził na w starym Luftschutzbunker na ogrodzie, a jak sobie podchmielił, zaczynał "hejlować" rycząc "Horst-Wessel-Lied", doprowadzając prababcię do szewskiej pasji. W sypialni - w ramkach, w których było niegdyś zdjęcie tego gościa z włosami na lewą stronę i charakterystycznym wąsikiem - miał zdjęcie ślubne. Był pracowitym człowiekiem, a codziennie rano zasuwał powehrmachtowskim rowerem tzw. Fahrrad-Komando - z bańką mleka do miejscowej mleczarni. A tak w ogóle był we wsi na Pomorzu ogólnie szanowanym człowiekiem, gdyż nie dał się zapisać do tej organizacji sprzedawczyków, czyli pezetpeer. Ruhe Ihre Asche!
Helga Brzęczyszczykiewcz./