UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
Żeby przeciwdziałać suszy, lepiej pozwolić wodzie zostać na miejscu: w glebie, w stawikach, na łąkach i w zakolach rzek - wtedy działa jak gąbka, a nie rozbrykany potok szukający ujścia. Duży zbiornik to kosztowny show: beton, przyłącza, odmulanie i polityczne otwarcia. A przy tym często stoi tam, gdzie było najłatwiej go zbudować, nie tam, gdzie krajobraz najbardziej potrzebuje wody. Wolą one gromadzić ryzyko - awaria, osad, susza i masz problem. Mała retencja to inna piosenka: setki drobnych oczek, rowów z roślinnością, zadrzewionych pasów i łąk zalewowych robią robotę cichutko, ale skutecznie — spowalniają spływ, zwiększają infiltrację, podnoszą poziom wód gruntowych i dają schronienie ptakom. Praktyki? Przywróćmy meandry, zróbmy progi i poldry, wykopmy oczka, wprowadźmy agropraktyki zatrzymujące wodę w glebie, zamiast ścigać się w betonie. W miastach zamieńmy beton w zielone plamy i przepuszczalne chodniki - każda kropla się liczy. Potrzebne są też zachęty: płatności dla rolników, dotacje dla gmin i elastyczne prawo, które nagradza zatrzymywanie wody, nie jej odprowadzanie. Miks rozwiązań działa najlepiej: duże zbiorniki tam, gdzie konieczne, ale powiązane z siecią małej retencji, która rozkłada korzyści i ryzyko. W skrócie - zamiast trzymać wodę w jednym ogromnym dzbanku, zróbmy krajobraz pełen gąbek. Będzie mniej katastrof, więcej zieleni, a mniej suszy.
WolneMedia.pl