UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
A moje zdanie jest takie. Na początku śpiewała aktorka. Po niej weszło trzech facetów łącznie z prowadzącym który próbował stworzyć festiwalową atmosferę. Panowie prowadzili luźną pogaduchę i wyraźnie grali czas. Skutecznie, bo dłużyło się niemiłosiernie. Nad nieliczną publicznością unosił się duch zniecierpliwienia, bo kiedy się w końcu zacznie. Tylko co ma się zacząć? No film, Dywizjon 303. Wszyscy czekamy. Ruszyła projekcja. Na ekranie widzimy jakieś historyczne kawałki, przyciemnione, nieostre i kolorowo blade. Coś jak stara Kronika Filmowa. Jakieś wspomnienia o Fiedlerze. Znów trójka panów wkracza na scenę. Nudzą. Dla ożywienia jeden z nich puszcza bluzga do ospałej publiki! Trójka na chwilę wyszła. Pojawili się jacyś żołnierze z kijami. Postali i też wyszli. Ciąg dalszy zagadkowej projekcji. Trójka znów wróciła. O czymś gadają. Śpiewaczka ponownie o chłopcach z tamtych lat. Prowadzący oznajmił, że już się skończyło, dziwiąc się głośno, że publiczność nie wychodzi. Nie wie, że czekamy na Dywizjon 303. Po chwili dociera do nas, że to naprawdę czas do domu. Mizerne i pojedyncze oklaski. Szybciej wyszliśmy, jak przyszliśmy. To jak obiecana, tania wycieczka do Ameryki, lecz organizatorom chodziło o tę koło Olsztyna.
Rudolf Zukermeier