Agata kontra kontrabas (Młodzi zdolni, odc. 32)

13
19.03.2016
Agata kontra kontrabas (Młodzi zdolni, odc. 32)
- Chciałabym pracować w filharmonii, aby nie tracić kontaktu z muzyką - mówi Agata Zielińska (fot. Anna Dembińska)
Choć jest drobną dziewczyną, gdy występuje na scenie, od razu rzuca się w oczy. Wszystko za sprawą kontrabasu, na który, jak mówi, łatwo można poderwać chłopaka. Poznajcie Agatę Zielińską, młodą zdolną kontrabasistkę.
Anna Kaniewska: - Skąd pomysł na szkołę muzyczną?
   Agata Zielińska: - Swoją przygodę z muzyką rozpoczęłam w wieku 6 lat. Od dziecka uwielbiałam zajęcia z rytmiki. Byłam zakochana w fortepianie. Gdy moja pani przedszkolanka zaczynała grać, byłam oczarowana. Często śniłam, że ja również gram na fortepianie (śmiech). Poprosiłam moich rodziców, aby zapisali mnie do szkoły muzycznej. Moi rodzice byli oczywiście bardzo dumni, lecz bali się, że nie będę miała cierpliwości do wielogodzinnego ćwiczenia. Na próbę postanowili zapisać mnie do zerówki muzycznej. Sądzili, że po roku się zrażę. Mylili się! Skończyłam szkołę muzyczną I stopnia w klasie fortepianu. Jednak ten instrument nie był mi przeznaczony. Uwielbiam, kiedy ktoś gra na fortepianie, lecz ja się do tego nie nadaję. Ćwiczenie w domu nie sprawiało mi przyjemności. Nawet oszukiwałam rodziców, mówiąc że spełniam się, grając na tym instrumencie. Wszystko po to, aby nie zabierali mnie z tej szkoły. Uwielbiałam atmosferę, która tam panowała, miałam wielu znajomych i czułam, że muzyka mimo wszystko jest mi bliska.
   
   - W gimnazjum zmieniłaś fortepian na kontrabas...
   - Zawsze lubiłam muzykę jazzową i bardzo chciałam grać na saksofonie. Niestety, w mojej szkole nie było miejsc, aby uczyć się w tej klasie. Szukając instrumentu, który w jakimś stopniu łączy się z jazzem, znalazłam kontrabas. Była to dość spontaniczna decyzja. Od pierwszej chwili bardzo mi się ten instrument podobał. Dużo zawdzięczam mojej nauczycielce, która zaraziła mnie swoją pasją do kontrabasu. To świetny instrument, od razu rzuca się w oczy. Szczególnie, gdy gra na nim dziewczyna. Na kontrabas można łatwo poderwać chłopaka (śmiech). Zawsze znajdzie się jakiś dżentelmen, który chętnie pomoże drobnej dziewczynie w jego dźwiganiu.
   Po gimnazjum poszłam do normalnej szkoły średniej i wytrzymałam tam miesiąc (śmiech). Miałam w planach iść na medycynę, ponieważ mój tata jest lekarzem. Średnio radziłam sobie z przedmiotami ścisłymi. Zobaczyłam jednak, że to nie jest dla mnie. Zaczęłam też myśleć o studiowaniu prawa. Muzyka jednak wzięła górę.
   
   - Jaką muzykę lubisz wykonywać?
   - W wakacje gram z grupą przyjaciół na ulicy Długiej w Gdańsku. Bardzo dużo muzyków chce tam grać, dlatego jest specjalny harmonogram. W tym roku ja go ustalałam (śmiech). Wykonujemy muzykę filmową i chyba ona jest mi najbliższa. Chociaż uwielbiam również jazz, może także przez to, że mój chłopak jest jazzmanem (śmiech). Gra na perkusji jazzowej, często chodzimy na jam session. Gram w kwartecie kontrabasowym wraz z Janem Dzierżanowskim, Kingą Świercz i Mateuszem Kotem. To jest bardzo ciekawy projekt i prezentujemy oryginalną muzykę. Niestety, mało jest utworów dla kwartetu kontrabasowego.
   
   - Brałaś udział w konkursach? Udało Ci się zdobyć jakieś nagrody?
   - Brałam udział w kilku konkursach, jednak jeden był dla mnie najważniejszy. Mam na myśli Ogólnopolski Konkurs Altówkowy i Kontrabasowy w Gdańsku. Wtedy do Trójmiasta przyjechało ok. 25 kontrabasistów z całej Polski. Zostałam laureatką tego konkursu, co jest moim dużym sukcesem. Teraz wysłałam zgłoszenie na konkurs w Słowenii. Mam nadzieję, że i tym razem mi się uda.
   
   - Jakie masz plany na przyszłość?
   - Chciałabym dobrze zaliczyć egzamin. Potem chciałabym zebrać kilku muzyków i stworzyć zespół. Koncertować, koncertować i jeszcze raz koncertować. Większość występów muszę organizować sobie sama, bo kontrabas nie jest typowym instrumentem solowym, jak np. skrzypce czy fortepian . Częściej słyszy się go w zespołach lub orkiestrach. Ostatnio miałam przyjemność zagrać w Bibliotece Elbląskiej z Mają Andrzejewską. Stres był duży, bo było to pierwsze publiczne wykonanie programu przygotowywanego na egzamin.
   Chciałabym pracować w filharmonii, aby nie tracić kontaktu z muzyką. Jednak moim głównym celem jest założenie rodziny. Marzę o trójce dzieci, kochanym mężu, psie i wspólnych wieczorach z dobrą muzyką.
   
Rozmawiała Anna Kaniewska

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem... (od najstarszych)

Pokazuj od
najnowszych
Największe
emocje
Fajna ładna dziewczyna. Pogralbym z nią.
(2016.03.19)
A ja na niej :)
antykacap (2016.03.19)
Najpiękniejsze kobiety grają na smyczkach. .. ..
Cayman (2016.03.19)

info

8  
  1
jeszcze do 1999 roku Elblag był wojewódzkim miastem z perspektywami i rosnącą liczbą mieszkańców. A dziś kazdy widzi, to prowincjonalne miasto emerytów i mlodzieży do 19 roku, oraz zadziwiająco dużą liczbą osób chorych na depresję
(2016.03.19)
Chce być tym kontrabasem
(2016.03.19)

info

3  
  1
Walczcie o kanał przekop Mierzei wislanej. To jedyny sposób na ruszenie i uratowanie Elbląga!!!
(2016.03.19)
Fajnie ze takie osoby jeszcze są które potrafią coś konkretnego, mają plany na życie i chcą mieć normalną rodzinę. Trzymaj się dziewczyno!!!
(2016.03.19)

info

8  
  2
Dla Ciebie wybudowałbym filharmonię w Elblągu. Cudowna! :)
Tedek (2016.03.19)

info

7  
  1
wszystko bardzo fajnie, ale z artykulu nie wynika co jego bohaterka robi obecnie poza graniem na ulicy w Gdańsku. przydaloby się male uzupelnienie. W czasach PRL- u takie uzdolnione osoby były otoczone opieką i wsparciem władz miejskich / mieszkania, pracownie, praca / dzis mogą liczyć tylko na siebie i jak na tym przykladzie, grają na ulicy.
(2016.03.19)
Elbląg zawsze był prowincjonalny, nawet reforma terytorialna z 1975 roku nic nie zmieniła. Stał się wojewódzkim miastem i nigdy nie potrafił tego wykorzystać. To w ludziach tkwi potencjał zmian, ale jak widać w Elblągu mądrych nie ma i nie było.
proxa (2016.03.19)

info

4  
  0