Minął piąty rok istnienia Szkoły. To był rok inwestycji - udało się dokończyć budowę kolejnej części akademika przy ul. Wspólnej, a w dawnej siedzibie Urzędu Wojewódzkiego jest teraz rektorat i instytut informatyki. Czy tak będzie również w kolejnych latach?
To był dla nas bardzo dobry rok, który znakomicie zwieńczył pięciolecie Szkoły. Na inwestycje przeznaczyliśmy około dziesięciu milionów złotych - połowę ubiegłorocznego budżetu. Wydaje mi się, że ten rok zamknął też realizację koncepcji szybkiego rozwoju Szkoły. W drugiej połowie pięciolecia pojawił się nowy, przyszłościowy wątek - informatyka i wydaje się, że się on sprawdził - mamy dobrą bazę dydaktyczną i materialną dla studentów - nowy dom studencki, który robi wrażenie na każdym, kto go odwiedza. Na około 70 milionów złotych, które mieliśmy w budżetach od początku istnienia uczelni, dwadzieścia parę milionów, a zatem grubo ponad 25 procent całości - to były inwestycje. To chyba niezły wynik. Jeśli chodzi o przyszłość, uważam, że należy umocnić to, co się już zdobyło. Nie da się podejmować coraz nowych wątków, bo można, jak się mówi, przegrzać koniunkturę. Szkołę trzeba jednak umocnić na poziomie jakościowym. Jest taka możliwość, bo mocą ustawodawstwa wszystkie wyższe szkoły zawodowe muszą przejść z kształcenia na specjalnościach w kształcenie na kierunkach.
Co to znaczy?
Chodzi o to, by zapewnić formalną kompatybilność kształcenia, tak, aby nasz absolwent mógł pójść na studia magisterskie na każdą polską, a w przyszłości każdą europejską uczelnię. Kierunki związane są z podwyższonymi wymaganiami jeśli chodzi o kadrę, ale my to przewidywaliśmy i „gromadziliśmy” wykładowców od samego początku. W tej chwili to się sprawdza, bo mamy wystarczającą liczbę pracowników naukowych i udało nam się wystąpić o utworzenie z trzynastu specjalności, jakie mieliśmy, dziewięciu kierunków. Wydaje mi się, że to dobry wynik. W Polsce nikt go na razie nie pobił, choć jeszcze nie wszystkie wyższe szkoły zawodowe złożyły dokumenty. Wszystkie specjalności zmieszczą się w ramach kierunków, nie chcemy wyłączać żadnej z nich, bo szkoła wyższa w stosunkowo małej aglomeracji, jaką jest Elbląg, powinna mieć szeroką ofertę edukacyjną. Trudno sobie wyobrazić kształcenie np. tylko inżynierów czy tylko nauczycieli języka angielskiego.
W minionym roku Szkołę wizytowała Państwowa Komisja Akredytacyjna. Na razie oceny części kierunków są dobre.
To są dla nas oceny najważniejsze, bo Komisja to najwyższy organ, jeśli chodzi o merytoryczną ocenę Szkoły. Jesteśmy po dwóch audytach, jest zapowiedziany trzeci, w instytucie pedagogiczno - językowym. Mieliśmy też dwie kontrole NIK, obie wypadły dobrze.
Z roku na rok szkolnictwo wyższe dostaje coraz mniej pieniędzy. Co może to oznaczać dla elbląskiej uczelni?
Utrudnienia. W tej chwili staramy się prowadzić uczelnię z rozmachem, jeśli chodzi o sprzęt, wynagrodzenia dla pracowników, bo staramy się mieć dobrych nauczycieli akademickich. Jeśli pieniędzy będzie mniej, te walory będą pomniejszane lub znikną, jeśli sprawdzi się pesymistyczna wersja rozwoju wypadków. Ja jednak jestem optymistą, jeśli chodzi w tę najbardziej opłacalną inwestycję - inwestycję w wykształcenie.
Co z inwestycjami bardziej namacalnymi?
Nie mamy żadnych oficjalnych deklaracji, ale wydaje się, że naturalną koleją rzeczy będzie powiększenie Szkoły o drugą połowę budynku przy Wojska Polskiego. Wszystko zależy od poparcia władz… Planujemy też niewielką rozbudowę budynku przy Grunwaldzkiej. W tym roku mamy też nadzieję na dokończenie budowy akademika przy ul. Wspólnej.
rozmawiała Agnieszka Jarzębska
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter