Wylałam morze łez, ale było warto

14
13.06.2015
Wylałam morze łez, ale było warto
Iwona Nowik dziś cieszy się życiem (fot. arch. prywatne)
Do niedawna jej życie toczyło się w szpitalnych czterech ścianach. Nie wiedziała, ile jeszcze pożyje. Miesiąc, dwa, może pół roku. Gdy jechała na operację do Warszawy, wypłakała morze łez. Ze strachu. Dziś cieszy się zdrowiem i namawia wszystkich do zdrowego trybu życia.
Elblążanka, Iwona Nowik przez kilka ostatnich lat zmagała się z poważną chorobą, marskością wątroby. Jej domem stał się szpital. Jednym ratunkiem na normalne życie był przeszczep wątroby. Myśl o operacji, która przecież nie dawała stuprocentowej gwarancji na powodzenie, pani Iwona odkładała na potem. Bardzo się bała, aż przyszedł czas, gdy w końcu znalazła się na stole operacyjnym w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus, Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej w Warszawie. Nie było innego ratunku na przedłużenie życia elblążanki. - Całą drogę do warszawskiego szpitala ryczałam jak bóbr – opowiada pani Iwona. - Nie przypuszczałam, że można mieć tyle łez w sobie. Panicznie się bałam. Nie jestem w stanie opisać tego lęku, tego strachu. Łatwo teraz o tym wszystkim mówić z pozycji osoby, która ma to już za sobą, ale wiem, jak ciężko było mnie do tej operacji przekonać. Znajdowałam tysiące argumentów na nie – dodaje. - Zdawałam sobie jednak sprawę, że bez operacji mogłam pożyć może jeszcze z miesiąc. Nie miałam wyjścia, mimo, że operacja była ryzykiem. Jeżeli mamy na szali wagi życie i śmierć, pomimo, że łzy się leją i trzęsiemy się ze strachu, co wybierzemy? - Życie.
   Pani Iwona została wypisana ze szpitala w Elblągu 29 stycznia. Tego samego dnia wieczorem dostała telefon, że ma jechać na przeszczep do Warszawy a przed godziną dziesiątą następnego dnia była już na stole operacyjnym. - Tempo było niesamowite. Szczęście miałam ogromne – wspomina. - Sama siebie nazywam szczęściarą, bo byłam pięćsetną pacjentką. Wątroba od razu podjęła pracę. Nie było żadnego odrzutu. Z tego co wiem, organ pochodzi od młodej dziewczyny, która zginęła w wypadku samochodowym.
   Od momentu operacji elblążanka cały czas jest na lekach immunosupresyjnych, mających bronić przed odrzutem organu. - Ryzyko będzie cały czas, ponieważ ten odrzut może nastąpić nawet za rok – mówi elblążanka. - Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Wciąż jestem pod opieką poradni specjalistycznej w Warszawie. Raz w miesiącu muszę tam pojechać na kontrolę. Specjaliści sprawdzają poziom leków immunosupresyjnych, jakie mam wyniki i czy coś złego się nie dzieje.
   W kilka miesięcy po operacji pani Iwona tryska energią i żyje pełnią życia. Patrząc na nią, nikt nie zgadłby, że jeszcze w styczniu przeszła tak poważną operację. Jak sama przyznaje dochodzenie do siebie było bolesnym i długotrwałym procesem. - Swoje odcierpiałam, nieraz płakałam z bólu, byłam na bardzo silnych lekach przeciwbólowych – opowiada. - Przez siedem tygodni musiałam leżeć w szpitalu, a przez miesiąc przetrzeć w sufit, bo nie byłam w stanie położyć się na boku ze względu 75 zamontowanych metalowych klamer.
   Dziś elblążanka chce pokazać innym chorym, że choć decyzja o operacji była najtrudniejszą w życiu, było naprawdę warto. Przestrzega także przed negatywnymi skutkami złego odżywiania się i niezdrowego trybu życia. - Niewiele osób może się czymś takim „pochwalić” – mówi. - Poza tym ludzie nie lubią poruszać tematów chorób dopóty, dopóki choroba sama ich nie dotnie. A tak naprawdę nie wiemy, czy nie będziemy następni. Bo mało osób dba o swoją dietę. Nie zważamy na to, co jemy, gdzie jemy. To wszystko może pewnego dnia obrócić się przeciwko nam tym bardziej, że wątroba jest takim cichym zabójcą, bo ona nie boli.
   W Polsce przeszczepień wątroby podejmuje się pięć ośrodków medycznych (dwa w Warszawie i po jednym w Katowicach, Szczecinie i Wrocławiu). Chorzy oczekujący na przeszczepienie wątroby są zarejestrowani w Krajowej Liście Oczekujących na przeszczepienie prowadzonej przez Poltransplant. Jak podaje elbląska hepatolog dr Elżbieta Hajer w skali roku na przeszczep wątroby kierowanych jest kilka osób z Elbląga (są to dane szacunkowe ze względu na brak statystyk). Lista osób oczekujących wraz z upływem lat wciąż się wydłuża. W roku 2011 na przeszczepienie wątroby oczekiwało łącznie 530 chorych, wykonano 282 przeszczepienia wątroby od dawców zmarłych i 18 przeszczepień fragmentu wątroby od dawców żywych, 37 chorych zmarło nie doczekawszy przeszczepienia. Średni czas oczekiwania na zabieg wynosi około 200 dni. W okresie krótszym niż rok pomoc uzyskuje blisko połowa osób zakwalifikowanych. Większość pacjentów może liczyć na wieloletnie przeżycie. W ponad 3/4 przypadków główną przyczyną przeszczepienia wątroby jest marskość wątroby wywołana różnymi czynnikami. Badania amerykańskie podają, że jeżeli pacjent przeżył pierwsze sześć miesięcy po przeszczepie, to średni szacowany czas przeżycia ocenia się na około 22 lata (dla porównania 29 lat w populacji ogólnej) (źródło Wikipedia).
   
mg

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem... (od najstarszych)

Pokazuj od
najnowszych
Największe
emocje
Nie dziwie sie że sie bała, czytając o polskich lekarzach co wycinaja nie te nerki itp tez bałbym sie okropnie. Operacja w Polsce to jak gra w ruletkę
(2015.06.13)
Iwonka to twarda zawodniczka, da radę!Trzymam kciuki i bardzo pozdrawiam!Ewa
eeeaaaa (2015.06.13)
Dzielna kobietka ! Dużo zdrówka Pani Iwono !!! :) :) :)
Gosiaaa (2015.06.13)

info

11  
  0
Powodzenia i dużo zdrowia !
Mada 40 (2015.06.14)

info

4  
  0
Dużo zdrowia
wiola 123 (2015.06.14)

info

4  
  1
Takie sukcesy ciesza podwojnie, lekarzy i pacjentke z rodzina. Pani Iwona musi byc teraz niesamowicie bogata w doswiadczenia i cieszyc sie zyciem jak malo kto. Wazne jest to zeby umiec doceniac to co sie ma. Pozdrawiam
Ajek (2015.06.14)

info

3  
  2
a nie znasz polskich lekarzy, którzy dokonują pionierskich operacji?
(2015.06.14)
uwazajcie na tych koniowałów ze szpitala wojewodzkiego przy krolewieckiej. nie potrafia laeczyc, zamiast pomoc moga zaszkodzic. maja wadliwy sprzet usypiaja pacjentow a pozniej okazuje sie ze sprzet nie dziala. przez tych marnych koniowalow od gelerta wiekszosc pacjentow musi leczyc sie w trojmiescie. nim dacie sie pokroic koniowalom z krolewieckiej jedzcie na konsultacje do trojmiasta. to moze wam uratowac zdrowie a nawet zycie. w szpitalu przy krolewieckiej panuje haos organizacyjny.
turban (2015.06.14)
"Koniowałem" to ty jesteś turban, w dodatku analfabetą, a "haos" to masz w tym swoim pustym łbie.
turbansrurban (2015.06.15)
nie pluj jadem koniowale, lepiej wez sie za uczciwe leczenie pacjentow albo odejdz z zawodu i nie rob ludziom krzywdy! w tym szpitalu panuje samowola bo koniowały nie czuja nad soba bata! gelert nie ogrania tej kuwety i na duzo wam pozwala. Lekarze ze szpitali i prywatnych klinik w trojmiescie sie z was smieja i lapia sie za glowy kiedy widza wasze diagnozy! Potrzebna jest natychmiastowa zmiana na stanowisku dyrektora szpitala na kogos kto weznie was w obroty.
turban (2015.06.15)