"Sobota 16 lipca 1949 roku była piękna i słoneczna. Nic nie zapowiadało tragedii" – tak swoją opowieść o Sprawie Elbląskiej rozpoczyna dziennikarka Grażyna Wosińska. Sprawie, która rozpoczęła się od pożaru hali nr 20 Zakładów Mechanicznych im. Świerczewskiego. Urząd Bezpieczeństwa torturami wymusił od niewinnych ludzi przyznanie się do podpalenia i szpiegostwa. W stalinowskich więzieniach przesiedzieli lata, niektórzy w celi śmierci. Wbrew pozorom ta sprawa nie zakończyła się do dziś... Grażyna Wosińska poświęciła jej książkę "Pożar i szpiedzy", zaś Mirosław Dymczak (również elbląski dziennikarz) napisał tekst sztuki, którą pod tytułem "Matnia – sprawa elbląska" w piątek, prapremierowo pokażą aktorzy Teatru im. Aleksandra Sewruka.
- To wydarzenia, niestety, nadal mało znane elblążanom, a które powinny być pamiętane – mówi Mirosław Siedler, dyrektor elbląskiej sceny. - W 2007 r. otrzymałem tekst sztuki, którą zaprezentowaliśmy w ramach Sceny przy stoliku – wspomina. - Tekst wydawał mi się interesujący, ale szukałem odpowiedniego momentu, by zaprezentować go na scenie. I ten moment nadszedł. W tym roku mija bowiem 65 lat od tamtych tragicznych wydarzeń, które w Elblągu upamiętnia skwer i obelisk, usytuowane co prawda w sąsiedztwie dawnej hali nr 20, ale oddalone od serca miasta. Uznałem, że uczestnikom Sprawy Elbląskiej należy się godne wspomnienie.
Elbląski spektakl nie będzie jednak dokumentalną opowieścią.
- Ta stała się kanwą, przyczynkiem do opowiedzenie o działaniach UB i mechanizmie terroru stalinowskigo, o złamanych losach wielu ludzi – wyjaśnia dyrektor Siedler. - To była pokazowa akcja UB na niespotykaną wcześniej skalę, wielu niesłusznie oskarżonych i skazanych cierpiało, a niektórzy cierpią nadal. To nie były bowiem czasy czarno-białe, było i jest wiele niewyjaśnionych kwestii – wskazuje – wiele dokumentów zostało sfabrykowanych, inne zniszczono. Sprawa pozostaje więc nadal otwarta.
Od lewej: reżyser Rafał Matusz, dyrektor teatru Mirosław Siedler, Piotr Szejn i scenograf Iza Toroniewicz (fot. AD)
Przygotowując się do realizacji spektaklu reżyser Rafał Matusz zgłębił książkę Grażyny Wosińskiej, rozmawiał z autorką, wypytywał o to, co udało się jej ustalić w IPN czy podczas rozmów z uczestnikami wydarzeń sprzed 65 lat.
- Rozmawiałem też przez wiele godzin z Józefem Olejniczakiem, skazanym w Sprawie Elbląskiej [na 11 lat więzienia - red.] – mówi reżyser.- Chciałem dowiedzieć się jak najwięcej, by poznać tę historię i jej tło. Nagraliśmy 3-godzinny wywiad z panem Olejniczakiem, który zainspirował mnie i Olejniczak "pojawia się" na scenie. Spektakl jest z resztą opowiedziany z jego perspektywy [w roli głównej Piotr Szejn – red.]. Mamy nadzieję, że spektakl otworzy dyskusję, nakłoni, by przyjrzeć się tej sprawie, której, póki co, nie udało się wyjaśnić. - To nie był świat-czarno biały, raczej wypełniony różnymi odcieniami szarości – zaznacza Mirosław Siedler. - Spektakl mocny, z brutalnymi scenami ma oddać ducha czasów terroru.
Autorką scenografii jest znana elbląskim teatromanom Iza Toroniewicz [m.in. "Świętoszek", "Dziewczynka z zapałkami" - red.]. Jej pomysł ma zaintrygować widza. Będą też multimedia autorstwa Sławomira Malinowskiego, a także muzyka napisana specjalnie dla "Matni" Hadriana Filipa Tabęckiego.
Premiera: 5 września, godz. 19 Duża Scena