- Tata jest nadal bardzo sprawny i fizycznie i umysłowo – mówi pani Wanda, córka jubilata. - Jest bardzo komunikatywny. Do 97. roku życia mieszkał samodzielnie. Przez czternaście lat od śmierci mamy mieszkał zupełnie sam, choć tak naprawdę trzy czwarte czasu spędzał ze mną. Po tym jak potrącił go samochód, podjęłam decyzję o przeprowadzce taty do nas.
Pan Kazimierz Kosakowski całe swoje zawodowe życie przepracował w wojsku. Grał w wojskowej orkiestrze. Na jego życie składa się wiele radosnych, lecz także dramatycznych chwil. - W okopach byłem, broniłem Warszawy, w obozie byłem – opowiada wzruszony stulatek. - Wszędzie mnie pełno było. I żyję! To dzięki mojej broni - różańcowi. Miałem szczęście i młody chłopak jeszcze jestem! – żartuje. - Tyle przeżyłem i miałem naprawdę wiele szczęścia. Wszyscy moi koledzy poginęli na wojnie, a ja przeżyłem. Dobrze mam, opiekę dobrą mam. Tak się cieszę, że przyszliście. Jesteście kochani wszyscy i starzy, i młodzi. Jakie to miłe spotkanie. Ja się tego nie spodziewałem, naprawdę! – dodaje pan Kazimierz wzruszony dzisiejszą uroczystością.
Dziś (27 sierpnia) na ręce zacnego jubilata serdeczne gratulacje złożyli mu młodsi koledzy z 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej w Elblągu. Przyjmując życzenia kolejnych stu lat życia pan Kazimierz, który jest najstarszym wojskowym emerytem na terenie naszego województwa, z uśmiechem odpowiedział: „Postaram się”.
Pan Kazimierz cieszy się dobrym zdrowiem, często wspomina czasy dzieciństwa i wiele opowiada o swojej wojennej przyszłości: - Najczęściej opowiada o swoich wojennych przeżyciach i o swoim dzieciństwie w Hołynkach na obecnej Białorusi – mówi córka jubilata. - Najwięcej jednak o czasach wojskowych, często ogląda stare zdjęcia z tamtych czasów. Miał szesnaście lat, jak wstąpił do wojska. Grał na klarnecie i saksofonie w orkiestrze wojskowej. Całe jego życie wypełniała muzyka. – Grałem na weselach, koncertach, zabawach, na wojskowych defiladach – chwali się jubilat.
Pamiątkowe zdjęcie z uczestnikami uroczystości w 16. Batalionie Dowodzenia (fot. Anna Dembińska)
Kazimierz Kosakowski pochodzi z długowiecznej rodziny, jednak swoje długie życie, jak twierdzi zawdzięcza Opatrzności Bożej, jest bowiem bardzo pobożnym człowiekiem.
– Tata zawsze mówi, że udało mu się przeżyć, bo jego bronią był różaniec, który zawsze trzymał w kieszeni – mówi córka Wanda. - Zawsze dużo się modlił, jest bardzo wierzący, mówi, że wszystko zawdzięcza Panu Bogu. Pochodzi z długowiecznej rodziny. Babcia taty żyła 99 lat, mama 94, a jego młodsza siostra ma obecnie 96 lat. Tata właściwie na nic nie choruje, ma tylko lekkie nadciśnienie. Daj Panie Boże, by było tak dalej.
Dwieście lat, Panie Kazimierzu!