Otóż na owym skrzyżowaniu jest takie miejsce, w którym po większych opadach deszczu zbiera się woda opadowa i co bardzo ważne, w tym miejscu nie ma kratki kanalizacji deszczowej. Efektem tego jest sporych rozmiarów kałuża zaraz przy przejściu dla pieszych. Załączone zdjęcia oczywiście kałuży nie pokazują, gdyż w sobotę w chwili robienia zdjęć nie padało. Za to w jej miejscu po lekkich przymrozkach pojawiły się dwa sporych rozmiarów pęknięcia asfaltu. Chyba nie muszę dodawać, że brakuje na rondzie jeszcze ostatniej, ścieralnej warstwy a już konieczne będzie naprawianie (chyba?) poprzedniej.
Nie jestem budowlańcem i mogę się oczywiście mylić, ale czy nie jest to zaniedbanie projektowe skrzyżowania? Przecież gołym okiem widać krzywiznę ronda i naprawdę dziwi mnie brak odpływów w tym konkretny miejscu. Sama woda i temperatura robią swoją pracę, czego efekty widać na powyższych zdjęciach. Pytanie, kto za to zapłaci, jest chyba jak najbardziej na miejscu…
Kolejna sprawa to obiecane do końca listopada, barierki na wysokości Centrum Tańca „Promyk”. Miały być, a nie ma, nie jest także dokończony chodnik. Trudno zrozumieć logikę w kolejności wykonywania tego typu robót. Robotnicy skaczą z miejsca na miejsce. Tu zaczną, tam nie dokończą, ale najważniejsze, że jest praca…
Z informacji dostępnych w Internecie dowiedziałem się także, że zostanie w tamtym miejscu zlikwidowane przejście dla pieszych. Zastanawiam się, do ilu wypadków będzie musiało dojść na tym przejściu, by przywrócono „zebrę”.
I nie trafia do mnie twierdzenie, że jest do droga krajowa, wobec czego musi zostać ograniczona ilość przejść… w teorii, dla bezpieczeństwa. Ludzie i tak będą tam przechodzili, nie patrząc na brak pasów. Poza tym nawet jeśli jest do droga wojewódzka, to z uwagi, że przebiega w granicach miasta, musi, lub powinna, uwzględniać potrzeby mieszkańców.
A tak mamy jedno przejście przy trasie Unii Europejskiej i następne przy dawnych „Lipkach”.
I naprawdę ostatnie już dwie kwestie do naszych włodarzy. Jak to możliwe, że prywatna firma wygrała przetarg na przebudowę drogi ceną około 90 milionów złotych, a w tej chwili miasto wydało już na nią o jedną trzecią więcej, a końca remontu wcale nie widać? Skoro skalkulowano remont na taką kwotę, to nie powinien być już problemem miasta, jeśli ta kwota była za niska.
Ja ze swojej strony przyrzekam, że zagłosuję na tego kandydata na prezydenta, który obieca mi nie dopuścić nigdy więcej tej firmy budującej drogi do ulic naszego, niegdyś pięknego miasta.