Zanim o finale, to tylko krótki apel do przedstawicieli elbląskiej oświaty, żeby się na kolejnej rocznicy już nie „przyłanczali” publicznie do życzeń, bo w końcu na sali była też młodzież. A wracając do części artystycznej, która zamykała oficjalne obchody, to już się bałem, że organizatorzy wyciągną z naftaliny mojego, niestety tylko rok starszego, kolegę Ryśka, zwanego Ryniem. Na szczęście pomysł był inny. Siłami uczniów i absolwentów szkoły wystawiono musical, a może tylko coś w rodzaju śpiewogry. Całość przypominała nieco licealny seks – chwilami była nieporadna, ale za to pełna zapału i świeżości. Brawurowe wykonanie „Małgośki” Maryli Rodowicz i zaśpiewane dużo lepiej od oryginału „To nie ja byłam Ewą” Edyty Górniak zrobiło wrażenie na wszystkich. Chapeau bas przed tymi dziewczynami. Może los im dopisze i jeszcze je usłyszymy.
Występ zakończył licealista naśladujący całkiem nieźle taniec Michaela Jacksona. Ważnym elementem choreografii jest w tym wypadku jak wiadomo nieustanne poprawianie ułożenia klejnotów artysty. Pewnie niejednego z obecnych na sali absolwentów naszła refleksja, że za jego czasów za mniej obsceniczne gesty można było dostać nomen omen pałę ze sprawowania. Nieprawdą jest więc, że nic w naszej oświacie się nie zmienia. Wspaniałą rzeczą było odnotować, że wśród współczesnych licealistów jest sporo takich, którzy nie tylko potrafią zaśpiewać i zatańczyć, ale też nie mają oporów żeby się z tym ujawnić. [fotoc]
Godziny popołudniowe obchodów organizatorzy rozpoczęli mocnym punktem – otwarciem muzeum szkolnego. Tłum zwiedzających nie pozwolił na dokładne obejrzenie ekspozycji. Na pewno wrócę tam kiedy będzie trochę luźniej, ale już z pobieżnego oglądu widać jaki ogrom pracy został włożony przez szkołę w zebranie i prezentację eksponatów. Żal bierze, że zapewne będzie to bardzo hermetyczna wystawa odwiedzana w większości tylko przez kolejne roczniki uczniów tej szkoły. A szkoda, bo jest tam kawał historii naszego miasta. Obym był złym prorokiem.
Tego rodzaju obchody, to oczywiście przede wszystkim pretekst do spotkań z koleżankami i kolegami sprzed lat. Mam nadzieję, że jestem odosobniony w odczuciach, ale w tym roku zainteresowanie absolwentów było wyraźnie słabsze, w niektórych salach przeznaczonych na spotkania ziało pustką. Oby to nie znaczyło, że ci którzy czuli się najmocniej związani z naszym ogólniakiem już odeszli. Sam spotkałem tylko jednego kolegę z mojej starej klasy. W przeciwieństwie do mnie zrobił karierę, i to w dodatku jako sędzia. Upewniłem się więc na wszelki wypadek czy nie przybijał ostatnio piątki z Donaldem na jakiejś trybunie. Okazało się, że nie. Zostanie więc na stanowisku, a ja mogę liczyć „po układzie” na nadzwyczajne złagodzenie kary za ten tekst.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter