Wydaje mi się, albo mam „de ja vu”, że taki spektakl już kiedyś w Elblągu był. Powstały wówczas modernistyczne i unikalne na skalę europejską formy przestrzenne, nasz elbląski znak rozpoznawalny. Niektóre z nich byłyby lepszymi konstrukcjami niż te zastosowane w „Gwiezdnych Wojnach” kilkadziesiąt lat później. Oprowadzając turystów po Elblągu, w którym nic nie było poza zaoraną starówką, Zamechem i Galerią EL, mogliśmy pochwalić się nietuzinkową sztuką miejską, pięknie wkomponowaną w ten elbląski, smutny krajobraz.
Później formy stały się jakby wstydliwym tematem, bo powstały za „nieboszczki komuny”. Niekonserwowane straciły swój blask, część ich znikła z ulic miasta, z różnych przyczyn. Niedawno odezwały się nawet głosy, aby je zlikwidować.
Bez względu na to, co ma dać Elblągowi ten nowy projekt, należy zastanowić się nad losem elbląskich form przestrzennych i ich rolą w przyszłości. Aby nam, „przebudzonym” przez artystów, oczy nie mogły się zamknąć ze zdziwienia...
Przebudzenie natomiast potrzebne jest ludziom, którzy odpowiadają za rozwój miasta, i jeżeli ten projekt otworzy im oczy, to tym samym zda egzamin.
Jeśli to nie nastąpi, to na zdjęciu prezentuję projekt pomnika który będzie można wystawić tak artystom, jak i odpowiedzialnym za miasto.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter