UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Dodam tylko, ze kilka lat temu moja córka z koleżanką zgłosiły się jako wolontariuszki do "Jadwiżanek". Byłem wstrząśnięty ich odczuciami. Zaangażowanie pracujących tam "cywili" kontrastowało z zimnym i instrumentalnym traktowaniem pensjonariuszy (niepełnosprawnych dzieci wszakże)przez siostry. Brak szacunku i terror wobec personelu szantażowanego możliwością utraty pracy rzucał sie tam w oczy. Nędzne warunki w jakich bytowały dzieci: brak odzieży, obuwia, zamknięcie bez możliwości kontaktu z powietrzem, oraz niechęć do "obcych" zakłócających stan zastany i próbujących na miarę swoich możliwości ulżyć ciężkiej pracy opiekunek i monotonii egzystencji dzieci i np. wywieżć je (te, których stan na to pozwalał) kolejno na spacer spotkały się ze ścianą oporu sióstr. Już wtedy zastanawiałem się, czy prowadzenie takiego domu, na pewno wspierane finansowo przez środki także państwowe( a może przede wszystkim?)nie powinno być monitorowane przez odpowiednie służby i spełniać jakieś minimalne standardy. .. Nie będę opisywać szczegółów, bo czas jakiś minął, ale moje wyobrażenie o szlachetności i bezinteresowności poświęcania się zakonnic prysło jak mydlana bańka. Dziewczyny po dwóch chyba miesiącach przestały narzucać się ze swoją pomocą, a do dziś na opowieści o dobroci zakonnych opiekunek niepełnosprawnych dzieci reagują sceptycznie jeśli nie alergicznie.
trudno milczeć