Aby chorować, trzeba mieć końskie zdrowie

13
04.01.2009
Do takich wniosków doszłam po jednym z incydentów... Zaczęło się niewinnie - od obrzęku i zasinienia nogi. Mąż dostał leki, które, wskutek nietrafionej diagnozy, tylko pogorszyły jego stan. Nie mógł się samodzielnie poruszać...
Podpierając na karku 120-kilogramowego męża, udałam się z nim do ośrodka zdrowia. Postanowiono nas przyjąć, jak tylko przyjdzie pani doktor. Owa pani przyszła do pracy z 50-minutowym opóźnieniem... i uśmiechem na ustach. W trybie pilnym kazano nam się udać do szpitala, do chirurga. Udaliśmy się tam następnego ranka. Chirurg, który miał się zjawić w pracy o godz. 9, zjawił się 65 minut później. Wysłał nas ze skierowaniem na wyniki z czerwonym napisem „Pilne”. Gdy w laboratorium po godzinnym oczekiwaniu pod okienkiem zapytałam o wyniki, pani odburknęła, że wszystkie wyniki robi po kolei i mamy sobie jeszcze z pół godzinki pochodzić. Pochodzić z człowiekiem, który ledwo stoi na nogach. Wiedząc, że za pół godziny lekarz będzie miał przerwę w przyjmowaniu pacjentów, z wynikami „pognaliśmy” z do niego, a tu niespodzianka - pan doktor wyszedł wcześniej i wróci za dwie godziny. Wróciliśmy o godz. 13 - tak, jak kazano. Okazało się, że pan doktor był, a że nikogo nie było, poszedł sobie. Wykonano telefon i doktor wrócił. Półtorej godziny później dostaliśmy skierowanie na oddział reumatologiczny - w trybie natychmiastowym. Pan doktor powiedział, że przyjmie nas, jak tylko skończy rozmawiać przez telefon. Skończył - niemal po godzinie. Okazało się, że mąż wymaga hospitalizacji, ale... oddział będzie remontowany, więc, niestety, nie mogą przyjąć męża. Ze stertą recept i mężem na karku wróciłam do domu. Drodzy Państwo, jedyna rzecz, jaka mi przychodzi do głowy, to życzyć Wam duuuuuuuuuuużo zdrowia, bo z takim podejściem naszych lekarzy będzie Wam ono bardzo potrzebne.
lidia szulc

Najnowsze artykuły w tym dziale Bądź na bieżąco, zamów newsletter

A moim zdaniem... (od najstarszych)

Pokazuj od
najnowszych
Największe
emocje
Taka jest publiczna służba zdrowia. Brak konkurencji prowadzi do spadku jakości usług. Im nie zależy, aby nie stracić klienta. A wszelkie pomysły prywatyzacji służby zdrowia, powodują, że podnosi się larum.
Krystus (2009.01.05)

info

0  
  0
hmm też mi się zdarzyło zachorować w listopadzie, o dostaniu się do specjalistów nie było szans, wszędzie kazano czekać z rejestracją do końca grudnia. .. paranoja, człowiek się szybciej wykończy niż lekarze udzielą pomocy. W rezultacie wszystkie badania, wyniki i wizyty u specjalisty robiłam na własną rękę i takim sposobem pozbyłam się w krótkim czasie 600zł. .. i kogo to obchodzi że człowiek tyle kasy płaci co miesiąc na kasę chorych. .. i tak jak przyjdzie co do czego to człowiek musi liczyć tylko na siebie!!!
abccc (2009.01.05)

info

0  
  0
dokladnie tak. .. ludzie to ciemnogród. Krzyczą ze nie chcą prywatyzacji, bo się boją nieznanego. A prywatyzacja może odnieść znacznie jakość świadczonych usług przez lekarzy. ..
zenko (2009.01.05)

info

0  
  0
To nie pacjenci, tylko lobby lekarskie, ktore nie wiadomo dlaczego, / bo na zlość PO/ wspiera prez. Kaczyński broni sie przed prywatyzacją. Ciekawe jak dlugo jeszcze lekarze beda ostatnimi swietymi krowami w Polsce, taksowkarz na 9.50 pln ma kase fiskalna, a lekarze ciagle bronia sie przy pomocy poslow przed wstawieniem kas w gabinetach prywatnych, nawet bojowniczy z doktorem PiS o tym nie wspomina, a szkoda.
(2009.01.05)

info

0  
  0
bo za dużo jest lekarzy wśród posłów!!! ja jeżdżę do Gdańska prywatnie i po 1) jest taniej zarówno wizyty, jak i badania, 2)jest porządek kolejkowy, 3)lekarze się nie spóźniają, 4)lekarze nie naciągają na dalsze wizyty np. z wynikeim a jeżeli już przyjdzie się z wynikiem po konsultację to nie biorą pieniędzy za wizytę, 5)dają rachunki i za badania i za wizyty. .. itd. I co to inna Polska czy może tam jest większa konkurencja i są mniej p a z e r n i. .. ..
obserwer (2009.01.05)

info

0  
  0
Ludzie, trzeba zacząć się bronić! Ta Pani wychodząc z domu powinna wziąść ze sobą kocyk. Po odejściu 100m ułożyć na chodniku mężulka i zadzwonić po Erkę. Potem zrobić pa pa i już. [...]
(2009.01.05)

info

0  
  0
Właśnie! Bronić się, a chociażby tępić takie zachowania "lekarzy". Dlaczego nikt nie wyciąga konsekwencji ze spóźniania się do pracy. Każdy z nas pracuje i jest to nie do pomyślenia. A oni co? Klasa wybrana? Ja też jestem świeżo po przejściach ze służbą zdrowia (moja Mama i ortopedia w "Nowym" szpitalu). Nie możecie dziwić się Państwo pracownicy służby zdrowia, że pacjenci nie identyfikują się z Waszymi dążeniami do podwyżek. Bo niby za co? To już nie te czasy, że mozna powiedzieć:" Jaka płaca, taka praca". Dziś najpierw trzeba się wykazać żeby na coś zasłużyć: " Jaka PRACA, taka płaca".
pakula (2009.01.05)

info

0  
  0
Mimo wszystko artykuł jest tendencyjny. Dzisiaj można wybiera lekarza. Lekarz pierwszego kontaktu decyduje, ba nawet jeżdzi po domach z wizytą. Zawarta w artykule profilaktyka pokazuje do jakiego stanu nie należysię doprowadzać, bo-żona nie poradzi. Pielęgniarze i grabarze też będą klęli.
(2009.01.05)

info

0  
  0
by nie bylo niedomówien. cała profilaktyka od początku była prowadzona przez lekarza. w ruch poszły leki-kontrola za tydzień. niestety stan w ciągu trzech dni tak się pogorszył że skończyło się to tak jak się właśnie skończyło. .i nie chodzi tutaj o niekompetentne leczenie tylko o nagmninne spóźnialstwo ww. lekarzy:]
(2009.01.05)

info

0  
  0
Ja ostatnio na lekarza specjalistę czekałam 50 min. (spóźnienia). Pani doktor nie powiedziała przepraszam a ponieważ trzeba było nadgonić, cała moja wizyta łącznie z badaniem i wypisaniem wyniku trwała ok. 5 min. Nie chciałabym się dowiedzić za jakiś czas, że mam raka a pani doktor go przeoczyła:(
:( (2009.01.05)

info

0  
  0