UWAGA!

[X]

Komentuj korzystając ze swojego nicka. W tym celu Zaloguj się kontem portElu lub Facebooka
lub zarejestruj konto na portElu.
Anuluj

No i to były "Delikatesy" mojego życia ! Delikatesy w latach 60.,.70.,80 - to było to ! Chociaż były i momenty, gdy się stało za twarogiem na sernik na święta, albo i za szynką w słynnym dziale mięsnym... A i bar przez lata działał świetnie, zawsze jakieś grupki przy nim stały. Z dzieciństwa pamiętam masło kakaowe, pyszne ciastka po 2 złote, kakao, później tatara. I jak cytryny na święta rzucali... A póżniej nagle w dział warzywniczy i piekarniczy wrzepił się jakiś bank ze swoimi bankomatami i klimat sklepu jednak się zmienił. Bo "Delikatesy" to był także rutuał przejścia przez sklep: wejście naprzeciwko słodyczy, cofnięcie się do pieczywa, zerknięcie na owoce i warzywa, powrót obok słodyczy do kolonialnych tea end cafe, pozdrowienie ewentualnych znajomych przy barku, zacny wódczany, potem wędliny, nabiał i chyba garmaż. I żadnych dodatkowych stoisk, bo po prostu nie było na to miejsca, tak zawsze było tłoczno. To co piszę, to nie sentymenty, to było nasze życie - Krysia