- Paradoksalnie - im dalej w przeszłość, tym więcej wiemy – podsumował prof. dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński z Uniwersytetu Gdańskiego, jeden z gości konferencji naukowej „Stan i potrzeby badań nad problemami społecznymi Elbląga i jego najnowszą historią. W 25. rocznicę śmierci prof. Stanisława Gierszewskiego”, która odbyła się dziś (16 listopada) w Bibliotece Elbląskiej.
Terenem dziewiczym jest współczesność. Na co, zdaniem profesora, warto byłoby zwrócić uwagę, co zbadać i poddać analizie? Padło kilka sugestii.
- Po pierwsze, doświadczenie transformacyjne, czyli zmiana z miasta robotniczego w miasto o profilu usługowym – radził prof. Cezary Obracht-Prondzyński. - Podstawową kategorią społeczną w Elblągu do roku 1989 r. byli robotnicy z przybudówką inteligencką, inżynieryjną. Po '89 nastąpiła transformacja i nie jest to proces zakończony. Interesujący jest dalszy ciąg zmian demograficznych – kontynuował. - W związku ze zmianą profilu miasta pojawiła się kwestia starzenia społeczeństwa i ten proces będzie się pogłębiał. Elbląg był miastem migracji, a stał się ośrodkiem emigracji. Dalej – tzw. morskość miasta – sięgnął po punkt trzeci. - Historycznie rzecz nie ulega wątpliwości, współcześnie patrzymy na rozpoczęte – już po raz trzeci - kopanie rowu do morza. I pojawiają się pytania: jest ta morskość czy jej nie ma? Jak wyglądają szanse, zagrożenia, ryzyko? Punkt czwarty to „bóle fantomowe województwa”, czyli było coś, ale ucięli i ból został – mówił prof. Cezary Obracht-Prondzyński. - Wato zapytać, na ile miasto pełniło funkcję ośrodka regionalnego, zająć się jego profilem ekonomicznym, społecznym. Punktem najważniejszym dla mnie – podkreślał - jest ocena tożsamości miejskiej, czyli kształtowania samoopowieści przez elblążan. Na to składa się szereg toposów: Truso, Wikingowie, Krzyżacy, Menonici, konkurencja handlowa z Gdańskiem, przemysł Schichaua, ale także opowieść o roku 1945 i odbudowa Elbląga. Czy elementy niemieckie są dla nas ważne czy też nie – pytał badacz. - Jaki mamy stosunek do dziedzictwa niemieckiego, czy się z nim identyfikujemy/ lub nie? Przed laty mieszkańców podzieliła figura Hermana von Balka – dla jednych była uleganiem niemieckiej propagandzie, dla innych świetnym pomysłem na promocję miasta.
Przykładem przebadania miasta w zakresie kultury (dostępności i korzystania z niej) jest praca zespołu prof. dr hab. Tomasza Szlendaka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zaprezentował on wyniki Elbląga w zestawieniu z pięcioma podobnymi ośrodkami (m.in. Grudziądzem, Ostródą, Rawiczem).
- Badania prowadzone były w sześciu miastach dotkniętych procesami pozametropolizacji – wyjaśniał socjolog. - Na grupie 605 jednostek – reprezentatywnej pod względem statystycznym.
Czego się o sobie dowiedzieliśmy? Podobnie, jak w innych miastach: książki przeczytane w ciągu ostatnich 3 miesięcy – 1, godziny spędzane przed telewizorem: 2, wyjścia do kina w ostatnim miesiącu – 0, zakup gazet informacyjnych w ostatnim miesiącu – 0, filmy obejrzane w internecie – 0.
Co jest siłą Elbląga?
- Bardzo mocne instytucje kultury: cztery miejskie i dwie samorządu wojewódzkiego – wskazywał profesor Szlendak.- Jednak te instytucje oddziałują na niewielki odsetek mieszkańców. I tu mamy słabość - nieaktywność mieszkańców. W porównaniu z Ostródą, Elbląg jest na podium, jeśli chodzi o dostępność księgarni i sklepów z płytami czy filmami oraz dostępność instytucji, w których można wypożyczyć książki i filmy – to na osłodę, ale: - Już parametry takie, jak jakość wydarzeń w miejscowości to Ostróda Elbląg przebija. Oferta instytucji zajmujących się kulturą – Ostróda na pierwszym miejscu. To samo, jeśli chodzi o dostępność do ciekawych działań. Podobnie aktywność samych mieszkańców.
Skąd ta atrakcyjność liczącej 33 tys. mieszkańców miejscowości?
- W Ostródzie ostatnio odbudowano infrastrukturę, ważnym elementem jest amfiteatr nad jeziorem. I to napędza aktywność, co widzą też sami mieszkańcy – wyjaśniał prof. Tomasz Szlendak.
Czego dowiedzieliśmy się o elbląskich uczestnikach i nieuczestnikach kultury? Największą grupę stanowią ci, którzy nigdzie nie chodzą, nie czytają, oglądają telewizję.
- Telewizor robi statystyki w całej Polsce – zauważył socjolog z Torunia. - Elbląg nie jest więc wyjątkiem.
Kolejna grupa to uspołecznieni tradycjonaliści.
Deklarują chęć uczestnictwa w zajęciach, ale i dużo czasu spędzają na zakupach, co akurat jest elbląską specjalnością – tak wynika z badań.
Dalej na liście plasują się wirtualni konsumenci.
- Często korzystają z zasobów wirtualnych, w ten sposób oglądają filmy, czytają książki czy słuchają muzyki, ale nie można ich zobaczyć w instytucjach kultury – wyjaśniał prof. Szlendak.
Najmniej liczną, bo 7-procentową grupą są kulturalni wszystkożercy.
- Bywają na wszystkich możliwych imprezach i dobrze oceniają ofertę kulturalną miasta, bo ją znają – mówił socjolog. - Ta grupa we wszystkich miastach jest najmniejsza, w Warszawie sięga 9 proc.
Do zapoznania się z wynikami tych badań, ich analizą i chęcią zaradzenia sytuacji prof. dr hab. Tomasz Szlendak zachęcał elbląskich radnych.
Najnowsze artykuły w tym dziale
Bądź na bieżąco, zamów newsletter